Delektowałam się dzisiaj chodzeniem. Z przystanku do Centrum, z Centrum na siłownię, z siłowni do polskiego sklepu, ze sklepu do przystanku. Nawet dwa razy do mnie machano z samochodów. Gdy zmierzałam do pracy rozpoznała mnie Martaszka (zdziwiłam się, że jest na Wyspie), a gdy po pracy szłam na zakupy, Fred akurat zmierzał na swoją zmianę.
W pracy dobrze, przy okazji też poznałam z rana Sinead, która robi masaże (akurat byłam przefasonowana po marszu z nierównym obciążeniem, a ona bardzo miło się moim przefasonowaniem zainteresowała).
Nareszcie umówiłam się do fryzjera na czwartek rano (ostatnie godziny z mopem na głowie). Po pracy same miłe rzeczy i odcinek MM, trochę głupiutki, The Fisher King. Trzeba przypilnować gościa od bojlera, bo nie oddzwania, jakoś to zsynchronizować z naszą obecnością w domu. A teraz chill out i kiełbasa z dziczyzną w akompaniamencie ogórka małosolnego. W głowie mi szumi. Bez żartów. Najbardziej przeszkadza mi to wieczoram, bo mózg niezajęty niczym sensownym, zajmuję się tym dziwnym zjawiskiem.
W planach strzyżenie na jeżyka?
OdpowiedzUsuńW.H.Y. na jeżyka?
UsuńNo bo skoro mop na głowie...
UsuńMopa można pocieniować :D
Usuń