Strony

sobota, 19 grudnia 2020

368. As good as it gets.

Przed wyjazdem do Drołdy rozmawiałam z mamą i babcią — ostatnio często odczuwam niepokój związany z domem, ale nie mam do tego żadnych powodów. 

Przesyłka zwrotna do Killarney wisiała mi nad głową od kilku dni, dobrze, że ją dzisiaj wysłałam — prezent dla Freda okazał się za duży, a dokładne rozmiarówki (które przesłano mi dopiero wczoraj po południu) wzięte chyba z irlandzkich olbrzymów. Trudno. Przed pocztą na West St ogonek kolejkowiczów stał aż na zewnątrz, ale załatwiłam sprawę szybciej niż się to zapowiadało. Odetchnę, gdy zobaczę na koncie zwrot pieniędzy. Potem poszliśmy z Fredem na poszukiwanie zimowych piżamek dla chłopców Ka&Jot (odpowiednie znalazły się w M&S) i zaszliśmy w porze lunchu do Stockwell Artisan Foods. Mieli w środku kolejne przemeblowanie, zostały tylko dwa stoliki ustawione ciasno za szafami, jak na nielegalu. Zjadłam falafel wrap, Fred napił się kawy, zjadł gur cake (nie było ciasta marchewkowego) i zrobił mi w tym ścisku obok starej rury ciepłowniczej kilka zdjęć. Uważa, że wyszłam na nich pięknie, bo mnie kocha. Tia! Małż kupił też w Stockwell musujący napój z czarnego bzu na wigilię i dżem wiśniowy do naleśników dnia następnego. I jeszcze charytatywny kalendarz na nowy rok ze zwierzątkami do adopcji. Czas mijał nam za szafą tak miło, że w ogóle nie zauważyłam, kiedy na zewnątrz zaczął padać paskudny, zimny deszcz. Musieliśmy w nim jeszcze przeskoczyć do samochodu zaparkowanego pod Brú pod pazuchą chroniąc kalendarz, żeby udać się w kierunku Woodiesa, bo Fred obiecał szpakom świąteczne robaki ze sklepu ogrodniczego. Trzy paczki suszonych robaków, sprint do samochodu i do domu. Na obiad była ryba, która sobie wczoraj cichcem wyszła z terminu zjadalności, a wieczorem oglądamy Lepiej być nie może (1997), bardzo zadowoleni, to długi film jest, więc długo bardzo zadowoleni, przegryzając seans kiełbaskami z Liszek, ciastkami z marmoladą i bawiąc się moimi włosami.

2 komentarze:

  1. "Lepiej być nie może" - zabawna komedia. Chyba ze dwa razy już widziałem i za każdym razem mnie śmieszyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś nie dotrwałam, ale rzeczywiście przyjemna historia i dobrze zagrana, nawet Hunt w roli standardowo nadopiekuńczej matki jako tako się broni :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.