Obudziła mnie dopiero senna myśl, że obronę pracy dyplomowej będę miała po hiszpańsku (a raczej pytanie chwila, to co ja studiuję?). Może tak na mnie działa spanie w wełnianych skarpetkach? W każdym razie wstałam po dziesiątej, obok łóżka nadal miałam nierozpakowaną torbę z zakupami odzieżowymi z wczoraj (kamizelka Lacoste i lniany nietoperek Phase Eight w różowościach) i prezentem od Freda (czarne rurki Lee). Reszta środy popłynęła błogo (poza ekscytacją związaną z opłatami za semestr). Przed obiadem byliśmy z Kochanym na spacerze, okutani jesiennie w kurtki i czapeczki, a wieczorem obejrzeliśmy kolejnego Blackaddera III.
Ryszard wyraźnie zamierza noc spędzić w kuchni. Wprawdzie pogody wystarczyło na dosuszenie prania w ogrodzie, ale o zmroku przy otwartych oknach jest już niemiło.
Tatko opowiadał nam dzisiaj o zajeżeniu ogrodu. Jeżom się nie dziwię, to dobre miejsce, nie tylko na zimę. Snujemy pomysły, jak sprowadzić tatę do nas na kilka dni.
A na Mazurach takie ocieplenie, że znów chodzę w sandałach.
OdpowiedzUsuńNiestety, u nas przez jakiś czas będzie ciemniej i mokrzej, z niewielkimi okresami poprawy. Taki mamy klimat ;)
Usuń