Drugi test poranny pozytywny. Agrrrh! Siedzę, stresuję się jutrzejszym spotkaniem z promotorką (nie mam nic nowego, biję się z myślami, czy zająć się tym, czy olać i czytać coś innego) i słucham dobrej muzyki — Fred wczoraj późnym wieczorem zaczął odsłuchiwanie pięciopaku Hancocka, a dzisiaj od rana folkowe pogo,
Wiosna ludu KZWW (2002). Zapewne dokończę instalację normalnego worda na Dell, bo mam jeszcze jeden klucz dostępu do programu bez zapisywania w chmurze i konieczności posiadania konta w Microsoft 365 (nie wiem, czy to już starość, czy bunt). Ale najpierw herbata i pyszne śniadanko, ciastowe bobki Milano maczane w maśle czosnkowym.
___
edit 21:50 Instalacja worda na razie się nie powiodła i nie mam ochoty dzisiaj tego rozkminiać. Zdrzemnęłam się za to (z kotem), zjadłam obiad i obejrzałam pierwszy odcinek 15 sezonu Midsomer, z Jamesem Callisem. Zupełnie po zmroku dotarło też do mojego mózgu, że pozytywny test trzeba zarejestrować w HSE (nie wiem czy to jest do czegoś użyteczne, ale nie łamałam sobie mózgu, tylko wprowadziłam dane). A teraz siedzimy z Fredem i słuchamy New Model Army No Rest for the Wicked (1985)
Skoro i drugi test pozytywny to chyba jednak tego covida złapałaś. Zdrowiej.
OdpowiedzUsuńNajwyraźniej. A Fred negatywny.
Usuń