Strony

niedziela, 16 października 2022

1035. Rozgrzebany dzień.

Super się złożyło, że odwołałam poranną jogę, bo obudziłam się dopiero o dziesiątej, a Fred nawet godzinę później (i tak było dobrze). Po przebudzeniu Kochany przyjął zlecenie do Newry. Zjedliśmy różne śniadanio-obiady, małżonek makaron z czerwonym pesto, ja zapiekankę kartoflano-brokułową (zjadłam dopiero po pierwszej, gdy Fred był już w drodze ... bardzo dziwny timing dzisiaj). 

Rozmówiłam się z mamą, trochę snułyśmy, co będzie, gdy babcia umrze (lista osób do poinformowania krótka), trochę ogólnie o pogodzie, co w tv i jak się wszyscy mają. Mama zamartwia się, że w razie śmierci babci Mani jest sama i myśl o organizacji spędu ją przerasta. Wiem o co jej chodzi, dla mnie czas pandemiczny był najlepszym momentem na takie wydarzenia, ale mam na to inne spojrzenie. Nic nie musimy.

Dokończyłam czytać Zielonego człowieka Kingsleya Amisa (Rebis, 1992), nawet przyjemna lektura. Potem zagłębiłam się w genealogię Kowalskich i poodnajdywałam kilka aktów urodzenia (akurat data urodzin prababci Katarzyny jeszcze bardziej się mi zaciemniła). Przechodzi nad nami sztorm. Fred właśnie wrócił z pracy. Kot stoi pod drzwiami, zjadł dwa kawałki wołowiny i chce dać tej pogodzie szansę (nie ma mowy!).

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.