Strony

sobota, 22 października 2022

1041. Spacer w Glasnevin.

Miałam wczoraj pomysł, żeby jechać do Glasnevin pospacerować po cmentarzu, pogoda była niepewna, więc plan migotał. A jednak! Zjadłam resztki wczorajszego obiadu, skuszeni słońcem ubraliśmy się fikuśnie i wyruszyliśmy około południa. 

W temacie fikuśnych strojów: Fred miał na sobie musztardowe spodnie, granatową koszulę od żony (w delikatne gwiazdki trójramienne), szary pulower z merynosów w jodełkę, tweedowy kaszkiet w kratkę, szaro-granatowy szalik od sąsiadki, niebieskie cielaki i brunatno-bordowy płaszcz w ciemnoszarą pepitkę (to wszystko dyktował mi małżonek), ja założyłam berecik-żołądź, jasnoniebieski sweterek z kaszmiru, sztruksową spódnicę w kolorze rudym, ciemnoszare rajtki, jasnoszare martensy, do tego wełnianą marynarkę w zielonkawo-bordowate esy floresy, bezpalcowe rękawiczki w kolorowe paski, zielony szalik z kaszmiru (miałam jeszcze zielony płaszcz, ale było na tyle ciepło, że się w ogóle nie przydał). 








Oczywiście zaczęliśmy od grobu Michael Collinsa, bo wszyscy zaczynają, potem mi się pomerdało, że leży tutaj Ojciec Ted (a nie, bo w Glasnevin go tylko skremowano), a potem znaleźliśmy rodziców Joyce'a. Następnie rozglądaliśmy się za srokami, szarymi wiewiórkami i barankami przypominającymi bobroprosiaki. Za wiewiórkami w szczególności po tym, gdy przyłapaliśmy jedną, jak ogryzała ludzką kość. 

Po spacerze Kochany był już solidnie głodny. Najpierw pojechaliśmy do Swords, ale Milano miało zarezerwowane stoliki, tyle dobrego, że Fred kupił kocie naklejki, którymi w domu obkleiłam po dziecięcemu prezent dla Anne. Wróciliśmy do Drołdy i obiad został zjedzony w Borzalino (makarony pyszne). A teraz trawimy oglądając zdjęcia, Fred już myśli o organizacji jutrzej pracy, w głośnikach przeboje Janice Joplin.

8 komentarzy:

  1. Już rękawiczki? U nas by było zdecydowanie za ciepło na tą część garderoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie te same nosiłam podczas ostatniej wizyty w Polsce, kilka tygodni temu :)

      Usuń
    2. @Dariuszu, rzeczy nosi sie także po to, żeby wyglądać inaczej niż wszyscy :)

      Usuń
  2. Zdjęcia chwytają za serce... Nie lubię cmentarzy, chyba próbuję wyprzeć oczywisty fakt, że kiedyś umrę i to może nie za długo:) Niemniej tutaj zauroczyła mnie melancholia, nagrobki z jednej strony, z drugiej wiewiórka, słońce - życie. Ono zawsze zwycięża, nawet na cmentarzach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FleurdeLys, na cmentarzu zawsze toczy się jakieś życie. Np. na naszym lokalnym cmentarzu w Polsce, często wygrzewają się jaszczurki. Podoba mi się dynamika takich miejsc, ludzie są mniej napastliwi, a w Irlandii ludzie oczywiście chodzą z psami.

      Usuń
  3. Strasznie wysokie te krzyże betonowe czy kamienne, strach tam wejść,
    by który nie spadł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @irsila, taka tradycja, najstarsze krzyże, takie sprzed tysiąca lat są bardzo wysokie. Oczywiście to nie na tym cmentarzu, bo Glasnevin w porównaniu z historią Irlandii to smarkacz :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.