Strony

czwartek, 23 lutego 2023

1165. Siupryzy i oczywistości.

Poranek zaskoczył mnie niefajną wiadomością. Jeszcze wczoraj późną nocą Julija napisała do Freda z ogłoszeniem (podobno) ostatecznej decyzji: w marcu wraca do Ukrainy. Czyli zostaliśmy bez cat sitterki. No good, ani dla nas, ani (jak przypuszczam) dla niej. Ciekawe, co dzieje się w jej głowie (i w domu Aśki, bo domyślam się, że atmosfera ogólna nie pomaga). 

W pracy raczej nudy, wzięłam prywatnego laptopa, żeby nadgonić teksty, ale z powodu brzęczenia koleżanek z planu nic nie wyszło (nowinka: wiedziałam, że Luiza ma nowego narzeczonego, teraz wiem też, że planuje przeprowadzkę do Anglii w tym roku). Wykupiłam pakiet Microsoft na miesiąc ... nie uśmiecha się mi zapisywanie wszystkiego w chmurze, ale nie miałam do tej pory procesora tekstu na prywatnym Dellu i się przełamałam (nowinki nie muszą się podobać, po prostu warto łapać orient, żeby nie zdziadzieć do reszty). Fred w tym czasie pracował w ogródku, bo dzień był piękny, zachęcał do wyjścia, suszenia prania i takich tam. Teraz w sypialni pachnie nam świeża pościel, a za oknem skoszona trawa. W temacie opieki nad kotem nie panikujemy, ale niedługo trzeba będzie coś postanowić.

7 komentarzy:

  1. Korzystam z dokumentów w Google i OpenOffice (i nie uważam tego za objaw zdziadzienia - chyba, ze podciągnąć pod ten termin niechęć do zbędnego wydawania kasy), ale pewnie przy pisaniu magisterki to za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, objawem zdziadzienia nie jest używanie jakiegoś programu, ale powód dla którego się go używa. Częstym powodem podawanym przez "respondentów" jest "uszczędność" (nadal cecha godna pochwały wśród sierot po dawnym systemie), ale faktycznym jest najczęściej przesunięcie jakiejś funkcji do innej zakładki. Osoby używające jednego programu po prostu nie są już w stanie pracować na czymś innym ze względu na sztywność umysłową, która wkrada się niepostrzeżenie.

      Usuń
    2. No wiadomo, że niektórzy nie kupują. Dzięki temu dziadzienie po prostu jest obecne w przestrzeni publicznej. To że ludzie doświadczają go przy okazji komputerów jest czubkiem góry lodowej, bo akurat refleksję o dziadzieniu miałam podczas korzystania z publicznej toalety. Kiedy byłam z Kochanym w Swords, intuicyjnie wiedziałam jak spuścić wodę i jak umyć ręce. Nie myślałam o tym. Dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że moja babcia nie dałaby sobie rady i trzeba byłoby z nią iść. Bo działanie spłuczek i kranów bezdotykowych jest intuicyjne tylko dla tych, którzy przez ostatnie 30 lat chodzili do toalet publicznych i doświadczali stopniowych zmian technologicznych oraz różnych rozwiązań w tym temacie. Obecnie informacji przy kranie nie ma, powinieneś załapać w mig, bo jest to intuicyjne. Tymczasem intuicja to nie magia, to wiedza oparta na bazie doświadczeń, która jest tym mniejsza, im większa jest Twoja stagnacja życiowa :)

      Usuń
    3. Rozumiem. Na tym bazują producenci komórek, którzy już sobie wyćwiczyli konsumentów do kupna co rok nowego modelu telefonu.
      Ale ja nadal tego nie kupuję. Tak samo zresztą jak smartfona, choć znajomi mnie przekonują, że jakbym go kupił i zaczął używać poczułbym też nieprzepartą potrzebę posiadania. Niestety przy czytniku ebooków w ogóle się to nie sprawdziło, więc chociaż mam kasę smarfona nie kupię, bo szkoda mi wydawać pieniądze na coś, co może będę używał, a może w ogóle.

      Usuń
    4. A w kwestii publicznych toalet - w Kętrzynie byś miała farta gdybyś poczuwszy pilną potrzebę nie musiała korzystać z krzaczków, więc ten przykład z bezdotykowymi urządzeniami w ogóle do mnie nie przemawia :D

      Usuń
    5. @Dariuszu, nie zawsze nowe rzeczy są interesujące, albo nawet przydatne. Wymieniam telefony raczej rzadko w porównaniu z możliwościami (pierwszy telefon komórkowy, sagem, używałam lata całe; w ogóle do ich wymiany przekonuje mnie tylko potencjalna częstotliwość użytkowania, czyli np. lepszy aparat do robienia zdjęć). W kwestii publicznych toalet, nie mówiłam o Kętrzynie, tylko o podróżowaniu po cywilizowanym świecie ;) Poza tym jak ktoś nie spaceruje po Ketrzynie, to oznacza też, że generalnie mało wychodzi z domu (więc sytuacja jest i klarowna w temacie diagnozowania zdolności adaptacyjnych, i rozwiązana w temacie spłukiwania kupy).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.