Strony

środa, 22 lutego 2023

1164. Zadowolona.

Się ekstremalnie dobraliśmy, straszna z nas para, nie pamiętam w jakiej sytuacji Fred tak powiedział, ale true story. Kochany miał mieć krew pobieraną po południu (markery, jak zwykle o tej porze roku), więc na głodniaka czekał przed Centrum, żebyśmy mogli pomknąć do Dublina (robiłam dzisiaj za elfa, trochę świrowałam w glanach, poza tym spokój, granty się dopiero rozkręcają). Sprawa w szpitalu została załatwiona błyskawicznie: gdy przyszliśmy był numer 16, małżonek dostał numer 17, dłużej mu zeszło na bajerowaniu pielęgniarki (od której dowiedział się, że niejaki Irek zmarł na guza mózgu już jakiś czas temu). Oczywiście nie wróciliśmy na wieś od razu, zatrzymaliśmy się w Swords, żeby w pawilonach pójść do Milano na pizzę i zaliczyć włóczęgę w poszukiwaniu prezentu dla Fredowej szwagierki (tej jednej, której mąż prezenty kupuje). W drodze powrotnej do parkingu zauważyłam kogoś ze znakiem krzyża popiołem na czole uczynionym (aha). 

I tak, w domu po siódmej. Poza wyciągnięciem aparatu, żeby zrobić fotkę Księżycowi w koniunkcji z Jowiszem i Wenus, nic się mi już nie chciało. Było ostatnio magisterskie nieróbstwo, a jednak spotkała mnie miła niespodzianka (kwestionariusz ktoś tam od czasu do czasu wypełnia), małżonek jeszcze próbował pomóc dzwoniąc do kolegi ze woja studiów (tak jakby, w zasadzie to z miasta tego samego), Wodeckiego. Jeszcze gościa nie znam, może poznam, ale to w marcu, dzisiaj robię NIC. Dobrze było dać się wozić, objadać, trzymać za rączkę i wyglądać na mądrzejszą niż się jest, więc nie psujmy tego. O wizycie Bidena w Polsce i gdzie indziej oczywiście słyszałam (no i fajnie). Narcyzy kwitną już wszędzie jak wściekłe, na klombach i przy drogach. 

3 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.