Oboje mieliśmy wolne, dzięki temu poranek był leniwy (poszliśmy spać dopiero po pierwszej), śniadanie wspólne (w tle przeboje Cohena) + pogoda pozwoliła nam na długi spacer. Zrobiliśmy ponad 10 tys. kroków zaglądając za kamienisty winkiel plaży. Szliśmy i szliśmy, niewiele mówiąc, przyglądając się kamieniom, muszlom i innym morskim znaleziskom:
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do wsiowej kawiarenki (kofeina/lody/ciastko z karmelem przy stoliku w kącie).
Fred z powodu senności nie mógł się pozbierać, w końcu zawinął się w kołdrę i obudziłam go dopiero na obiad. Potem każde z nas zostało uszczęśliwione przez jego własny kierunek: wieczorem miałam zaplanowaną seminarkę i dostałam bardzo pozytywny feedback od dr Pierzastej, tymczasem mąż wyjechał do miasta, żeby rozruszać lenia i kupił sobie najbardziej punkową letnią marynarę z dotychczas posiadanych (ciemnozieloną, w żółtą i czerwoną kratę). Z innych rzeczy miłych i ciekawie się zapowiadających, dr wyszła z propozycją spotkania przy dublińskiej kawie w celu omówienia statystyki. Kto wie ... to może się zdarzyć. Dzień zakończony sentymentalnie, starym, dobrze mi znanym filmem Branagha, Przyjaciele Petera (1992).
(Przeglądając różne badania i ankiety zauważyłam jak często wypełniając kwestionariusze bywam cudaczną kropką daleko od prostej w analizie regresji liniowej)

Kiedyś sie takie skarby zbierało, w czasach przed podstawówką :)
OdpowiedzUsuńKiedyś się takie skarby (jak na zdjęciu) zbierało. W czasach przed podstawówką :)
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, a ja nadal zbieram, kawałek porcelanki jest w mojej kieszeni ... czyli, rozumiesz ;)
UsuńBłagam, wytłumacz mi, co to jest ten osławiony feedback, bo ludzie tego używają, a ja nie rozumiem.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, informacja zwrotna.
UsuńSerio?!
UsuńNajseriej :D
UsuńChyba sobie gdzieś zapiszę.
Usuń