W nocy zimny nos, ból migdałka i kocie budzenie (rano Ryszard zwinięty w nogach, oczywiście nie ma zamiaru wstawać, bo zmęczony przecież). Pomagam Kochanemu przykleić plaster na palcu stopy, potem zawracam go z drogi podając kawę w kubku termicznym, jak w filmie. W głośnikach Songs from the Wood Jethro Tull (1977/2003). Na śniadanie parówki. Odhaczanie odhaczaniem, jednak czuję, że życie się mi wymyka. Czemu nie piszesz książki, zapytała mnie wczoraj mama. No faktycznie, czemu nie piszę? Zresztą do rodziców zadzwoniłam dzisiaj jeszcze raz, gdy Fred był już w domu, a ja znowu pichciłam żarcie. Czuję, że mama jest przygnębiona i się mi to nie podoba wcale, więc tak jakbym chciała czemuś zapobiec, chociaż nic nie mogę. Kochany dał mi bukiet białych róż. Teraz śpi. Odhaczam. Kot nadal nie wraca z całodziennego spaceru po chałupach i krzakach z wróblami.
Aha.
OdpowiedzUsuńTo odhaczam wizytę na codzienniku Świechny.
I obowiązkowy komentarz.
O czym nie piszesz książki? 😀
OdpowiedzUsuń@MaB, o wszystkim można pisać książkę, mama nie wchodzi w szczegóły :)
Usuń