Strony

piątek, 28 kwietnia 2023

1228-1229. Zdarzenia.

Czwartek.
Narty, śnieg, rozwożenie noworodków po syberyjskich wsiach, Dżi, a nawet Pacułka (i to pewnie w szpilkach na tym śniegu). Budzik o szóstej przerwał moje wyjście w trasę. 

Praca w kuchni zaowocowała bardzo smacznym lunchem (dla odmiany, bo irlandzkie wersje przepisów kulinarnych robione w Centrum mnie nie porywają). Po południu mieliśmy dwugodzinne zajęcia z gościem, który przybliżał nam kryminalistykę na przykładzie zabójstwa JFK. Sprawy nie znałam aż tak dobrze, więc mnie to zaciekawiło (zastanawiam się na ile prowadzący przedstawił nam fakty, a na ile mówił tak, żeby mu wszystko pasowało). Po powrocie do domu wrzuciłam w głośniki Lubomskiego, zaczęłam robić obiad, przeglądałam zdjęcia z kwietnia oraz miałam inne zwyczajowe objawy chill outu przed wpadnięciem w mężowskie ramiona.

Piątek.
Mgła nad wsią. Jeszcze w nocy, w zasadzie wczoraj, wtrąciłam się w Ryszardowe sprawy biorąc jego stronę, gdy kolega chciał wbić się na kwadrat przez uchylone okno.

W autobusie do pracy często spotykam chłopaka, który używa irlandzkiego small talku wytrwale, aczkolwiek jak to autysta, niekoniecznie we właściwym kontekście. Any craic with you? zaczął zagadywać pakistańskiego imigranta zanurzonego w smartfonie (przez moment było to interesujące). Podwójne macchiato na ziarnach z Salwadoru przed pracą. Pod koniec zajęć poszliśmy do galerii Highlanes. Było nawet sympatycznie (oprowadził nas Greg; dowiadywanie się co to jest akwaforta i akwatinta oraz znajdywanie zwierzątek na obrazach Nano Reid sprawiło mi sporo przyjemności). Po dwunastej kilka godzin pracy dla Gronji, częściowo w budynku zupełnie wyludniowym wizją długiego weekendu. Ktoś (podobno Antoni) wychodząc włączył alarm, który udało mi się prawie od razu uruchomić. Po dobrych dziesięciu minutach alarm zamilkł, przypuszczalnie zdezaktywowany przez ducha zamieszkującego piwnicę (pewnie tego samego, który wystraszył mnie włączając nagle światło w toalecie, gdy już na dobre zmierzałam w kierunku weekendu). Jeszcze tylko małe potknięcie czasowe (autobus miał usterkę i musiał przed zapakowaniem podróżników skręcić do bazy) i azymut na wieś spokojną, oprószoną wiosennym deszczem (ciepło). W domu mąż kończył robić mi obiad (kluski śląskie z mięsem i Krisowa sałatka z pora) oraz pokazał swoje nowe ciżmy (zamszowe Martensy w pięknym, rudym kolorze). Z innych miłych spraw: nowa karta bankowa już przyszła. Telefon do rodziców: stabilnie, w nocy był przymrozek i padły niektóre kwiatki, tatko będzie miał usuwaną jakąś niewielką narośl na czole (wygadał się niechcący). Jestem niespokojna, po rozmowie dociera do mnie, że widać jak się rodzice starzeją. Lubomski raz jeszcze, słuchamy oboje. Do tego Wielka Czarna Dziura w galaktyce Messier 87 pluje światłem.

4 komentarze:

  1. Na Mazurach też był przymrozek miejscami, ale jeszcze nie wystawiłem kwiatów na balkon, to się nie bardzo interesowałem czy mocny i gdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, u mamy to były jakieś kwiatki wsadzane do ziemi, chyba nie wieloletnie. Dziwne, do zimnych ogrodników jeszcze trochę zostało.

      Usuń
    2. Dlaczego dziwne? Ogrodnicy i Zimna Zośka jedynie kończą mrozy.

      Usuń
    3. Ogrodnicy i Zimna Zośka to nagłe ochłodzenie pogody po wcześniejszym ociepleniu.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.