Kolejny dzień taki sobie, Kochany wrócił z pracy w nocy, rano tuptaniem w kółko obudził mnie Ryszard. Prace przy laptopie zaczęłam od wysłania zadania domowego z irlandzkiego, potem cztery godzin podłubałam teksty dla Gronji. W tym czasie Fred wstał i zaczął się zajmować zwyczajnym dniem, śniadaniem, porządkowaniem koszy na śmieci, polerowaniem roboczych glanów. Obiad słaby, bo pizza z Lidla (przerzuciłam się na kromkę chleba z philadelphią). Po południu zabrałam się z Fredem do miasta i w czasie zakupów zrobiło się mi trochę słabo (pewnie z niejedzenia). Przemyk w głośnikach śpiewa swoje the besty, rozlazła jestem, postaram się coś jeszcze skrobnąć, ale tak ogólnie to intelektualna mizeria.
___
edit 21:59 i co napisałam? Nico. Wysłuchaliśmy jak Voo Voo grało w Łodzi w 1993.
środa, 26 kwietnia 2023
1227. Lśniące glany robocze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Czasem tak bywa.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, to prawda :)
Usuń