Strony

piątek, 26 maja 2023

1257. 6.

No, ależ się przez ten czas zmieniło, powiedziałam coś w tym guście patrząc przez okno na miasto.

Czwartek omsknął się o piątek. Przy zmianie daty złożyliśmy sobie życzenia, po czym Kochany okazał mi torbę z giftami dla nas obojga, perfumami Clive Christian (Matsukita & Amberwood; obudziłam się otulona ciekawym zapachem). 

Dzień wiadomy, przed pierwszą herbatą zadzwoniłam do mamy, żeby jej złożyć życzenia mamodniowe. Mama zadowolona, brwi narysowane, już w pracy, zajęta i w ogóle. Tymczasem ja większość dnia byłam niedospana i bez energii. Spotkanie na które umówiłam się w związku z TT niczego interesującego mi nie dało, ale czasu nie zmarnowałam (gdy doszłam do wniosku, że nie o to się mi rozchodziło, po prostu wylogowałam się z zoomu). O czwartej poszłam do Czarnej, chwilę później witałam się z Kochanym ozdobionym moją nową, jedwabną bandaną All Saints. Wypiliśmy kawy, przeszliśmy się do polmarketu, po zakupach wróciliśmy do domu. Ponieważ Fred rano buszował po sklepach, w ogródku pojawił się nowy karmnik "robakowy", a w Kuchniosalonie gatki dla mnie na Kretę/lato w Polsce (frufru Antik Batik w kwiatki; gdy wieje, widać pupę, jak mniemam). Wieczorem rozmawialiśmy z żoną Andrju, która ma dzisiaj urodziny; Fred po raz kolejny przedstawiał swój nowy projekt i plany przyjazdu do Polski. Z powodu umysłowego zmęczenia piątek nabrał charakteru rozsypanki — wysłuchiwałam połowy zdań, ziewałam w nieodpowiednich momentach i szybko traciłam zainteresowanie. A jednak, dzień jest udany, czasami wystarczy po prostu być. 

6 komentarzy:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.