Robienie jajek w koszulkach nagle okazało się dziecinnie proste (wcześniej było coś o konieczności wlewania octu, robieniu wiru, bzdury na resorach).
W przerwie w pracy miałam napad zachłanności: ściągnęłam ok. dwadzieścia ! ebooków różnych, do rozpuku, niepomna tego, że poprzednie ataki skutkowały zapasem, który częściowo nadal śpi nietknięty w czytniku. Ach, ale to jak z lekarstwami (jak ktoś twierdził na YT), dobrze jest mieć odtrutkę na wszystko. Są książki polecane dziesięć lat temu przez Eileen (Banks, wczesny Barrett), tłumaczenie Rudzkiej na angielski, bo tak, potencjalni nobliści (Matas,Rivera-Garza), Fosse, którego nie ma jeszcze po polsku, Grynberg Mikołaj gdyż, Jansson, Woolf, Plath, Ditlevsen, Linn Ullman. No dobra – Say Nothing polecona przez Inny Głos. Kiedy powiedziałam stop była jedenasta, światło późnego poranka zajaśniało przez górny świetlik.
Gdzieś o tej porze sprawdzam na kamerze, co tam w domu. W domu nic, koty podekscytowane w oknie, tylko dupki kręcące się na parapecie widać, więc zadzwoniłam do Kochanego, czy zmierza na chatę, bo w pierwszej chwili sądziłam, że to grzebacze wrócili i okrążają nam posiadłość. Ale nie, Kochany właśnie wchodził do Kuchniosalonu. Umówiliśmy się na rocznicowy obiad.
(czekając na męża, już po tym jak przemieliłam sporą ilość papieru z poprzednich semestrów, o trzeciej, znalazłam w ebookach dwa pierwsze tomy Trylogii husyckiej, trzeci okazał się być po niemiecku, więc na razie nie, oraz dużo książek Annie Ernaux, wybrałam przypadkowo pięć po angielsku, moje!).













