Strony

sobota, 22 lipca 2023

1314. Spokojna sobota.

Kiedy otworzyłam oczy, Fred już coś gmerał w kuchni (mózg go obudził z informacją, że nie trzeba wstawać, to można wstać), kot jadł akurat drugie śniadanie, szemrała pralka.

Piszę coś tam. W tle Brassens, nawet wysłuchaliśmy dwóch wersji Les trompettes de la renommée. Kochany zapija się yerbą (dzień wolny jak w pysk strzelił), a wczesnym popołudniem wskakuje do łóżka na drzemkę. 

W MyHeritage znalazłam nowe, bardzo ciekawe połączenie genetyczne z wieloma drzewami ludzi rozsianych po Europie. Nie ma pomyłki, jestem z nimi spokrewniona przez mamę, a jednak dotychczas żadna z tych osób nie wydaje się ani mieć przodków w znajomych rejonach, ani nazwisk znanych mi z mojego, całkiem rzetelnie opracowanego drzewa. Fascynujące. Fred podrzuca pomysł żołnierzy Napoleona.

Ka&Jot w Polsce, taplają się w sztucznym jeziorku, dochodzą do siebie po rwaniu zębów; jeszcze jakiś czas się z nimi nie zobaczymy.

Na obiad pojechaliśmy do Borzalino. Smacznie, jak zwykle (lody waniliowo-truskawkowe). Za oknem leje, nie leje, leje. Wygrało "leje", zmokliśmy w trakcie kilkusekundowego biegu do samochodu. 

4 komentarze:

  1. Przywiozłem sobie teraz ze wsi trochę papierów. Prababka na pomniku ma datę urodzenia z kwietniem 1875, w papierach osadniczych październik 1888 - ciekawe, które dane są prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, też intrygujące. Może być wiele przyczyn takich błędów (jeśli są to błędy, bo czasami ludzie zupełnie świadomie posługiwali się cudzymi lub zmyślonymi danymi). W aktach kościelnych "wędrujący" wiek" jest powszechny. O ile byłoby to zrozumiałe, gdyby błąd robili "stawający", którzy słabo znają zmarłego, to w przypadku urodzin kolejnych dzieci, gdy chłopi są od pokoleń mieszkańcami danej wsi i można sprawdzić, kiedy faktycznie się urodzili, jest to niesamowicie irytujące i wręcz obelżywe wobec tych ludzi. Czasami myślę, że osoba, która ich spisywała miała to w dupie, bo zakładała, że to niepiśmienne matoły, które i tak niedługo zdechną i nikt się nie będzie dopytywał o dotyczące ich nieprawidłowości w papierach.

      Usuń
    2. Pamiętam z rodzinnych opowieści, że prababka posługiwała się przez jakiś czas papierami siostry. Podejrzewam, że raczej już później, przy wyrabianiu dowodu w czasach PRL-u. 1888 by bardziej pasował do lat urodzenia dzieci (dziadek, rocznik 1917 miał młodszą o trzy lat siostrę), co by też pasowało do opowieści o zamążpójściu za gołodupca bez zgody rodziców. Starą pannę z rocznika 1875 rodzina by pewnie wydała za pierwszego chętnego :D

      Usuń
    3. @Dariusz, posługiwanie się papierami kogoś z rodziny to ciekawy wątek, daje mi do myślenia. W rodzinie Freda mamy taką sytuację, że jego pradziadek miał jedno nazwisko w papierach, ale jeszcze babcia Freda na 100% twierdziła, że wcześniej prapradziadek nazywał się inaczej. Związana z tym rodzinna legenda mówiąca, że prapradziadek musiał z jakiegoś powodu wiać i przeprowadzając się daleko od domu posługiwał się papierami zmarłego człowieka (czyli potem dowody były wydawane na nazwisko z fałszywych papierów). Historia może być zmyślona (może prapradziadek był przestępcą, lub pradziadek był synem ojca NN), ale najbardziej intrygujące jest to, że po badaniach genetycznych program MyHeritage rzeczywiście wynalazł Fredowi daleką kuzynkę w piątym pokoleniu pochodzącą z rodziny o nazwisku, które miało być przez prapradziadka porzucone na rzecz nazwiska fałszywego. Zagmatwana historia. Jeszcze nie zaczepiłam właścicieli tamtego drzewa z pytaniem, czy u nich nie ma legendy rodzinnej o jakimś zaginionym/ukrywającym się praszczurze.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.