Pracka, pracka, coś tam w papierach. Fred przywiózł mnie do domu, postawił pod nos steka. Potem godzinne spotkanie online z niejakim Kubą, który mógłby być moim synem, ale nie jest, więc cóż robić. Po siódmej spacer z Kochanym nad morze (a także spacer z kotem, wiadomo). Cieplej niż wczoraj, w kurtce nawet się trochę zmachałam. Będę jeszcze mieliła słowa i klikała litery.
- Kuba? Jaki Kuba?
OdpowiedzUsuń(od razu z "Sękiem" miałem skojarzenie)
@Dariusz, zupełnie normalny Kuba, dzieciak, ale mówimy sobie na "ty" i jest to miłe.
Usuń