Spokojnie po wierzchu. Tzn. u mnie, bo Luiza wdała się w pyskówkę z nowym szefem kuchni i oboje dostali ustne upomnienie. Nie lubię go od pierwszej wymiany zdań, noszę ze sobą łyżeczkę do serka, żeby się go nie prosić o podanie.
Kochany dzisiaj pływał, potem poczekał aż skończę pracę i pojechaliśmy do domu (przez port, więc na obiad krewetki + sałatka grecka, którą Fred robi, gdy sobie fikam paluszkami w papuciach). W domu zastałam nową miskę dla kota.
Zaczynając zaś od poranka, ledwo zdołałam otworzyć oczy Luś do mnie napisała na messengerze z zapytaniem, czy możemy pogadać. W ciągu dnia schodziło, że nie mamy kiedy, zobaczyłyśmy się dopiero pod wieczór, pokazałam jej trochę naszego ogródka. Musiałyśmy jednak skończyć po siódmej, gdyż ...




Ze tez ja nie mam takiego Freda, który by mi sałatkę grecka zrobił!
OdpowiedzUsuń@FrauBe, i co tu można odpowiedzieć? Ludziom różnie się układa, a ten Fred z sałatką grecką to się mi trafił jak ślepej kurze ziarno ;)
Usuń