Wykorzystaliśmy okno pogodowe na długą łazęgę nad morzem (minęliśmy jaskółcze osiedle i doszliśmy do pierwszych domków letniskowych, żeby posiedzieć na falochronie; deszcz padał gdzieś przed nami i zapewne gdzieś za nami).
![]() |
| Pochówek kraba, wersja irlandzka |
Po powrocie do domu Kochany pojechał zrobić zakupy, przywiózł mi bukiet białych róż z goździkami i prezent w postaci fikuśnej bluzki w kolorze kawy z mlekiem (Wrap London). Potem telefony. Fred rozmawiał z Kuzynem Z Miasta Łodzi oraz ze Stu (zmiany życiowe, zdrowie). Odezwała się Usz (zrelaksowana po urlopie), ja wykręciłam do mamy (zrelaksowanej na urlopie), żeby wyprostować parę genealogicznych zakrętów (Witek czy Wicek?). Ryszard nie jadł przez cały dzień, dopiero teraz zaczął wylizywać nowy sos z tauryną. Weekend za weekendem zmierzamy w kierunku wyjazdu.



A wspominałem, że u mnie jedna Ola okazała się Olgą, a nie - jak byłem świecie przekonany - Aleksandrą?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie pamiętam. Przekręcanie imion to zmora genealogonurków takich jak ja :D. Znalazłam akt urodzenia Wincyntygo, stąd pojawiły się pytania o Witka, którego nie znalazłam, a byłam przekonana o jego istnieniu (z powodu przekazu ustnego).
UsuńBiedny krab :-(
OdpowiedzUsuń@FrauBe, ciekawe, kto zrobił mu grób. Znalazłam kilka większych krabów wyrzuconych na brzeg do których jeszcze nie dobrały się mewy.
Usuń