Strony

niedziela, 28 stycznia 2024

1504. Niedziela w domu.

Róziaczek już się do nas przyzwyczaił, widuję ją od czasu do czasu, a nawet mogę pogłaskać, co jest sporą zmianą.

Byłam na spacerze z tatą i Maksiem. Gęsi migrują, żurawie gadają na bagnach.

Około południa niebo się rozpogodziło. Po obiedzie ponownie (czyli identycznie jak wczoraj) wyjechaliśmy z Kochanym do Kota; wypiłam tę samą Peru z aeropresu, oboje zjedliśmy też pyszne ciasto napoleonkowe słuchając latynoskiej muzyki i wyglądając przez okno na główny deptak Tcy.

Słońce nadal wisiało nisko, zaszło za lasek przed domem zaledwie po czwartej.

Przy herbatce obejrzeliśmy któryś odcinek pierwszego polskiego serialu, Barbara i Jan (rok 1964; postanawiam wrócić do ramoty w swoim czasie), zaprojektowaliśmy nasze awatary na fejsie (jak dzieciaki), jedliśmy, rozmawialiśmy, i inne takie tam sprawy domowe były robione.

Odprawiona. Chyba będę miała więcej miejsca na nogi.

4 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.