Róziaczek już się do nas przyzwyczaił, widuję ją od czasu do czasu, a nawet mogę pogłaskać, co jest sporą zmianą.
Byłam na spacerze z tatą i Maksiem. Gęsi migrują, żurawie gadają na bagnach.
Około południa niebo się rozpogodziło. Po obiedzie ponownie (czyli identycznie jak wczoraj) wyjechaliśmy z Kochanym do Kota; wypiłam tę samą Peru z aeropresu, oboje zjedliśmy też pyszne ciasto napoleonkowe słuchając latynoskiej muzyki i wyglądając przez okno na główny deptak Tcy.
Słońce nadal wisiało nisko, zaszło za lasek przed domem zaledwie po czwartej.
Przy herbatce obejrzeliśmy któryś odcinek pierwszego polskiego serialu, Barbara i Jan (rok 1964; postanawiam wrócić do ramoty w swoim czasie), zaprojektowaliśmy nasze awatary na fejsie (jak dzieciaki), jedliśmy, rozmawialiśmy, i inne takie tam sprawy domowe były robione.
Odprawiona. Chyba będę miała więcej miejsca na nogi.
Też słyszałem u siebie na wsi żurawie przy okazji spaceru za las.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, brzmienie wiosny :)
UsuńZaraz. Czyli teraz wracacie do siebie?
OdpowiedzUsuń@FrauBe, tylko ja :) Już wróciłam.
Usuń