Strony

czwartek, 18 stycznia 2024

1494. Błogosławieni, którzy ugościli, albowiem oni zostaną ugoszczeni.

Słońce zaczęło wschodzić akurat, gdy jechałam do miasta (Kochany mnie podwoził):

W pracy normalne turbulencje, oraz pięciokilometrowy marsz na Drzwi Otwarte; bardzo było ciekawie, wiadomo, bo zajrzeliśmy do klasy, gdzie się odbywał dog grooming (oraz w bonusie spotkałam interesującą rodaczkę, tłumaczkę pracująca w ambasadzie, która się przekwalifikowuje). Nasz gość wyjechał po południu. Fred zdążył przyjechać po mnie z Dublina i nawet zabraliśmy Saren po drodze. 

Sprzątałam po gościu, przygotowywałam się do jutrzejszego odbębnienia trzech godzin uczycielskich, rozmawiałam z rodzicami (chcąc nie chcąc temat zszedł na politykę, przecież kabaretu ciąg dalszy, ale też sprawdzaliśmy zawartość kolejnej paczki, która przyszła z Empiku). Plany na weekend się nam zmieniły — zamiast hrabstwa Cork i Marksistki, będzie hrabstwo Kerry i Marksistka. Też dobrze, a może nawet lepiej?

4 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.