Rozlazł mi się ten piątek niemożebnie.
Obiad był w Termon (dobry pomysł), przy okazji kupiliśmy prezent na bardzo okrągłą rocznicę Jot. Po długiej przerwie spotkaliśmy się z Wojtkiem, który właśnie kończy pierwszy rok studiów i wydaje się zadowolony z życia tutaj. Fred zgodził się mu pomóc w akcji szukania przechowalni dla paru tobołków. Zajechaliśmy więc do miasta, zaszliśmy do Costy (chłopaka, zupełnie przypadkowo, zgarnęliśmy po drodze), po rozmowie podjechaliśmy do domu przyjaciół, żeby pokazać Wojtkowi, gdzie jego lary i penaty będą na niego czekały we wrześniu (i wręczyliśmy Jot prezent).
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na dawno nie odwiedzanej plaży. Na morzu był bardzo daleki odpływ, flauta, dźwięki ptasze (ostrygojady nad głowami, w oddali mewy, nadal wielkie; wrony zapatrzone na horyzont, parę gawronów szukających ciekawostek kulinarnych pod kamieniami). I takie coś ładne znalazłam, kolejną skamielinę koralowca:
Aaa... Wojtek. Zapomniałem, że tak ma na imię. Zbyt normalnie, jak na transwestytę :D
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie wiem, czy Wojtek jest transwestytą, ale rzeczywiście ma oryginalne imię (inne niż Wojtek :D).
UsuńRozumiem.
UsuńA masz jakiś spis wprowadzanych zmian w nazewnictwie, czy opierasz się na pamięci?
Ja już sobie notuję.
@Dariusz, nie, jestem bardzo niezorganizowana. Zapominam ksywki i potem szukam po całym blogu, jak nazwałam daną osobę :D
Usuńco to są robale na śniadanie ? :)
OdpowiedzUsuń@Polly, krewetki. Wcale nie piszę tak dla zgrywu. Słowo "krewetki" zapominam, muszę ciężko pomyśleć, żeby je sobie przypomnieć, "robale" natomiast przychodzą mi do głowy od razu ;)
UsuńOoo na śniadanie? Ciekawie
Usuń@Polly, w tym przypadku akurat to były robaki z Tesco/Lidla, ale w naszym regionie nie ma raczej nic dziwnego w owocach morza jedzonych na śniadanie. Mieszkamy we wsi rybackiej, krewetki z wsiowej zatoki są dość znane w regionie.
Usuńno tak nie pomyślałam, że przecież mieszkasz za granicą to jadasz inaczej :)
Usuń@Polly, wychodzi to jakoś tak naturalnie. Nawet kiedyś przyszło mi do głowy, że dla niektórych te krewetki we wpisie blogowym brzmią pretensjonalnie, ale co zrobię, są świeże, to jemy (a nawet do niedawna mieliśmy w sąsiedztwie starego rybaka z którym Fred uprawiał handel wymienny: owoce morza za polskie słodycze; świeżej się nie dało).
UsuńOoo słodycze na krewetki też bym wymieniła 😆🤔🤣
Usuń