Strony

wtorek, 4 lutego 2025

1876. Dokazywania domowe.

Na zewnątrz rano deszczowa ciapa (w tej ciapie idę do Junony). Smażę naleśniki na drugie śniadanie. Kupuję bilety lotnicze. Kaffka, rozmowa z tatą (do Kochanego przyszła paczka, mąż kupił sobie letnią koszulę Kooplesa i jest bardzo zadowolony z koloru, to ta czerwona w pepitkę; zaraz pokazał się tacie w nowym outficie) ...

... lektura poetycko-biograficzna, blogowanie, kręcenie się po domu, spanko. Na dobre obudził mnie telefon od pewnej menadżerki z zaproszeniem na rozmowę o pracę. Data rozmowy wypadła dokładnie tak jak myślałam, nie muszę niczego zmieniać w swoim grafiku na luty (no i ogólnie, zaproszenie wprawiło mnie w dobry nastrój). 

Kochany pojechał po steki, obiad był bardzo zacny, z sosem pieprzowym (z torebki, ale to mu nic nie odjęło ;)) i resztkami kiszonej kapusty à la Fred. Po obiedzie zachciało mi się kawy i bardzo łatwo zgodziliśmy się, że pora nam jechać przed siebie. Najpierw zajrzeliśmy do Costy, siedzieliśmy sobie w ciemnym kącie (było trochę przed szóstą, ruchy wolne, niektóre krzesła już kopytkami do góry) robiąc pojedynek na selfiki i plotkując o nieżywych (o żywych również), potem poszliśmy do Woodiesa, gdzie Kochany kupił dwie szafki do szopki (kiedyś będzie porządkowanie, kiedyś). Mieliśmy już wracać, ale może jeszcze coś do jedzenia i tak postanowiliśmy przejechać na drugą stronę miasta, gdy nagle po lewej wyrósł McSean czekający w ciemnicy i deszczu na autobus. McSean, duży chłopak, w dużym płaszczu (z tyłu wyglądał w nim trochę jak Fish z Marillion, którego akurat słuchaliśmy w drodze) został podwieziony do głównego dworca. Zakupy w Tesco, powrót. W drodze zadzwoniłam do mamy, jeszcze raz potwierdzić, kiedy przylatam (spodziewałam się, że tatko pokręci daty, faktycznie pokręcił); czyli jesteśmy umówieni, będzie inspekcja ;)

Dobra ta herbata malinowo-truskawkowa. Dzień coraz dłuższy (do Drołdy jechaliśmy obserwując piękny spektakl zachodu slońca). W głośnikach (rano, po południu, w samochodzie, wieczorem) najnowsze Kjury, stary Marillion, jeszcze starsi Stonesi (płyta Aftermath). Takie nuty mnie ruszajo dzisiaj.

6 komentarzy:

  1. Małe radości z dużych zakupów zięcia. Próbuję sobie wyobrazić mojego Tatę spoglądającego na Uczonego w koszuli w pepitkę - wersja letnia. W środku zimy. Czy wykrzesałby entuzjazm maxi czy midi. Obstawiam mini ! Chociaż Uczony był tym bardziej cenionym zięciem. Drugi już nie jest zięciem - rozwodnik ! Ale mój Tato nigdy nie podniecał się koszulami - były w szafie, wyjmował, zakładał i już...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Karuzela, zakupy zięcia akurat małe, ale tatko, który na emeryturze przebiera się w ciągu dnia z trzy razy i zawsze przed wyjściem używa bardzo drogich perfum od córki, dobry outfit docenić potrafi :D

      Usuń
  2. To wszystko prawda, czy pobożne Twe życzenie ? Wierzę, że bywają tacy mężczyźni, ale ja w życiu takich nie poznałam. Uczony "kropi się" po codziennym goleniu, czasem przed wieczornym wyjściem z domu. Karuzela zestaw zapachowy ma w wiatrołapie, kiedyś "pachniała Aniołem" ale jest zmiana....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Karuzelo, i po co miałabym opowiadać Ci coś sprzecznego z rzeczywistością w warstwie tak błahej? To tylko pokazuje jak przekonanie, że ma się bogate doświadczenie, bo upłynął spory czas, może być błędne. Dodam, że tatko nie jest profesorem. Z zawodu jest ślusarzem, nie pamiętam kiedy zaczął zmieniać swoje podejście do higieny i ubioru (na pewno nie wyniósł tego z domu rodzinnego), ale prosta odpowiedź brzmi: rozwój.

      Usuń
    2. Gratuluję rozwoju i tego, że córka akceptuje nowe zachowania. Ciekawe jak żona ?

      Usuń
    3. @Karuzelo, nie wiem, co sugerujesz ... że Ty swojego męża powstrzymujesz przed rozwojem związanym z higieną, czy jak? Nie pamiętam już czasów, żeby tatko nosił jedno ubranie przez cały dzień, czy przebierając się do wyjazdu po mamę się nie mył, albo przynajmniej nie spryskał perfumami, więc nie mogę też powiedzieć, że wykonywałam wysiłek "akceptacji". Dla mnie to po prostu naturalne, że tatko tak ma. Tak jak to, że budzi się pierwszy i robi mamie śniadanie, albo czasami nastawia niedzielny rosół.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.