Strony

piątek, 7 lutego 2025

1879. Objazd fotelowo-kulinarny.

Po śniadaniu przejrzałam trochę papierów i wysłałam do Saren informacje zwrotne o uczniach, jak obiecałam. Potem trochę domowej nasiadówki, aż powodowani nieprzewidzianymi okolicznościami wyjechaliśmy do miasta. Fotel Freda niestety przestał być używalny (w newralgicznym miejscu pęka metal), wybraliśmy się do TK Maxxa z nadzieją, że znajdziemy dla niego godne następstwo. Mieliśmy szczęście, Kochany wybrał fotel na kółkach prawie identyczny z moim, różniący się tylko kolorem (brązowy). Zupełnie nie zależało mi na dopasowaniu, mój i tak opatulam kocykami i poduszkami.

Skoro zaś byliśmy w mieście, postanowiliśmy przetestować miejsce jedzeniowe (w ranie po CG już otwarto nową pizzerię, mąż orzekł, że jeśli coś nazywa się King, to nie może być dobre; sporo w tym racji). Odwiedziliśmy Duende, restaurację w południowej części miasta. Spodziewałam się więcej hiszpańszczyzny, ale widać, że menu dostosowano do lokalnego gustu. Nie szkodzi, bo żywią bardzo smacznie, same okoliczności też są zachęcające, miejscówka przestrzenna i ciekawie zaaranżowana.

Pomimo kąśliwego zimna (+6°C, ale wg pogodynki odczuwalne -8°C), niebo jaśniało nawet przed szóstą, gdy dojeżdżaliśmy do domu. Podobno taki ma być cały weekend, wiatr przybywa ze wschodu, dzieli się z nami wspomnieniem Morza Północnego.

"Stary" fotel, kupiony już za Rysiowych czasów, więc wcale nie taki wiekowy, wylądował w szopce.

Tak sobie siedzę w łóżku i uzupełniam to dzisiejsze pisanko pogryzając pain aux raisin, ciastko kupione przed Kochanego w czasie naszej wyprawy. Miło, ciepło. Zakończyliśmy dzień godzinną wizytą u Junony; koteczka najpierw dostała kolację (w drodze do sąsiadki natknęliśmy się na Katlin parkującą swojego czerwonego żuczka, Katlin zdradziła nam, że też była przed chwilą i dała grubasińce coś na ząb ... gdzie to się w tym kocie mieści?), potem mizianko przy oglądaniu serialu Father Brown, 10.07. 

3 komentarze:

  1. Nie byłoby łatwiej zabierać Junone do siebie, przynajmniej na weekend, gdy siedzicie w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, sąsiadka po drugiej stronie drogi, kotek z tych starszych, ma swoją rutynę, czyli trochę by mu zajęło przyzwyczajenie się do nowego, a zaraz matka wraca i znowu trzeba coś zmieniać. Poza tym w naszym minidomku kuweta Junonowa zajęłaby 1/4 Kuchniosalonu. Wybraliśmy łatwiejsze rozwiązanie :)

      Usuń
    2. Rozumiem. W sumie chwilę po wrzuceniu komentarza sam pomyślałem, że dla kota własny dom jest jednak lepszy. Wystarczy Junonie stresu, że codzienna dostarczycielka żarcia gdzieś zniknęła.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.