Strony

niedziela, 13 kwietnia 2025

1944. Niedziela w odcinkach.

Znowu późna pobudka. Z tyłu głowy niepokój o jutro, a ja tutaj na miejscu próbuję się relaksować, nie myśleć. Bloguję, dumam, Kochany robi gulasz wołowy (cebula już obrana, uuuuu), w tle szemrze pralka (pralkę mamy w kuchni; zaciekawiona tematem doczytałam, że w Polsce do 2018 roku było to nielegalne), za oknem sypialni ptaki ptasio korzystają z ogrodu. Mamy dzisiaj w planach wizytę u Ka&Jot, ale to znacznie później, na razie sprawy domowe.
___
12:35 w miseczce czeka na mnie jogurt kokosowy z granolą, zaraz zrobię sobie dobrą kawę (Fred otworzył dzisiaj ziarna jasnopalonej Tabi, którą kupiłam w Kocie); tymczasem za oknem ciepło; wywieszając przed chwilą pranie rozmarzyłam się z Kochanym wyglądającym przez okno, jak to byłoby cudownie, gdybyśmy mogli połączyć nasz mały ogródek z domkiem i ogrodem sąsiadki. Dobudówka, obiady w ogrodzie chroniącym od wiatru, kot w fotelu.
___
13:20 nowy filmik z Gosią ze Szkocji motywuje do zmian. Tzn. nowy jak nowy, gdy jestem w Polsce, albo dzieje się coś "gęstszego", nie oglądam i potem nadrabiam; filmik jest z początku kwietnia. Tak sobie myślę, że z bardziej regularnym, raczej biurowym tygodniem pracy przyjdą zmiany żywieniowe. Z ćwiczeniami jest jednak ciężko, od kilku tygodni nie rozłożyłam maty.
___
15:00 szef kuchni podawał dzisiaj placki ziemniaczane z gulaszem wołowym w towarzystwie korniszonów prosto ze słoika. Tabi jest mocna, przez pięć minut odczuwałam niepokój. Za oknem wiosenny deszczyk; włosy powoli schną na świeżym powietrzu.
___
17:35 I tak, gdy pisałam o deszczu, zupełnie zapomniała, że w ogrodzie oprócz ptaków jest także pranie. Cóż. Kochany wyjechał na zakupy spożywcze, przy okazji węsząc za prezentem — dowiedzieliśmy się z godzinę temu, że Seamus obchodzi urodziny. Pora wyleźć z sypialni, przyczesać włoski i przygotować się do wyjazdu. Kochany właśnie wrócił bez prezentu; damy mu kasę, sorted.
___
22:40 pojechaliśmy i wróciliśmy z irlandzką muzyką w głośnikach (Thin Lizzy, The Pogues, The Dubliners). Nie obejrzeliśmy filmu, wystarczyło nam obgadanie meandrów życia. W drodze powrotnej towarzyszył nam ogromny księżyc w pełni. Herbata, lektura, próba snu.

2 komentarze:

  1. Od 1974 roku automat pralniczy stał u nas w kuchni. W większym mieszkaniu od 1980 też nie było dla niego miejsca w łazience. Dopiero we własnym domu wywędrował do łazienki. Producenci się zmieniali, gabaryty też....zero awarii. Wniosek: pralki lubią pomieszczenia z oknem !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Karuzelo, napisałam o pralce w kuchni głównie dlatego, że w przeszłości parę osób (z Polski) uznało to za dziwne rozwiązanie i tak mi się dziwność owa przypomniała. Z innych dziwności, w irlandzkich łazienkach nie ma kontaktów, więc i tak niczego nie można podłączyć do prądu :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.