Ach, rano zupełnie przez przypadek natknęłam się na pierwszy odcinek Robina z Sherwood z Michaelem Praedem. Wielki sentyment.
Temperatura bardzo niska, przed południem z nieba spadł pierzasty śnieg; nie było go dużo, ale sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie, pierzaste, białe ciapki fruwające na wietrze. Zostaliśmy w domu; czas spędziliśmy na gadaniu, szuraniu w genealogii i zerkaniu w odbiornik tv.
Zjadłam pyszny rosół i wyszłam na chwilę pomyszkować w obejściu. Znalazłam stare wydanie Pałacu Myśliwskiego, które zamierzam wziąć do domu na poczytanie i oddanie.
Wieczorem zafascynował mnie dokument Zagadka egipskich hieroglifów i bracia Champollion (2022). Tak się zajęłam rozkminkami umysłowymi, że rozmawiając po raz pierwszy z Kochanym zupełnie nie zatrybiłam, dlaczego wszyscy do niego dzwonią (choć wiedziałam to jeszcze rano). Jeden z plusów wieku: można zwalić na starość. Happy birthday, my love.
Kiedyś też na tego Robina trafiłem przypadkiem i po obejrzeniu fragmentu dałem sobie spokój. Chyba jeszcze nie dojrzałem do powtórki serialu.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, u mnie powtórka trafiła w dobry czas.
Usuń