Pobudka o piątej. Jeszcze przez chwilę mijaliśmy się z Kochanym, który zaraz wyjeżdżał do pracy. Herbata, śniadanie (moje i Pieseła), wyjście na przystanek. Podróż szybka, poranek słoneczny, praca niewyczerpująca, pełna długich dyskusji o sprawach pobocznych (angielski mój został pochwalon).
Skończyłam wcześniej i poszłam z buta w kierunku Fredowej pracy, niebo zaczęło się po drodze nieco chmurzyć, ale wstrzymało się do momentu aż zamówiłam herbatę, wypiłam herbatę, przyszedł Kochany i wsiedliśmy oboje do samochodu.
Pieseł bardzo grzeczny, nie nabrudził, próbował wprawdzie wymusić coś w trakcie obiadu, ale zgasiliśmy jego zapał nie zwracając na niego uwagi. Dłuższa rozmowa z mamą. Deszcz się nasilił, więc nie tylko nici ze spaceru psowego, ale też spadek energii. Może tak lepiej. Ósma, a ja już pod kołderką; zamiast filmu książka erotyczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.