W sobotę spałam długo, wytoczyłam się z sypialni po dziewiątej (Kochany w pracy). Gdy weszłam do Kuchniosalonu, Bronia akurat bawiła się starym zdjęciem z Fredowego dziecięctwa (jedną gumową rękawicę używaną do zmywania naczyń też już przegryzła). Ha! Koty jakiś czas temu zabrudziły pokrywę od pudła w którym trzymamy zdjęcia, stąd wzięła się nowa zabawka Broniowa (Fred umieścił pudło bez pokrywy wysoko pod sufitem, ale Bronia jest za cwana na takie proste wybiegi). Rano mąż wrzucił materiałową pokrywę do pralki; wyciągnęłam z pralki szmatkę, w środku zostały kawałki tektury, która w owej szmatce wcześniej przebywała. Pokrywa do śmieci, pralka do czyszczenia.
Ostatnio Kochany zajął się robieniem domowego cold brew. Przy próbie nastawienia kolejnej porcji napoju odkryłam, że dzbanek filtrujący zarósł nam glonami i z niektórych szczelin nijak da się to to usunąć. Oświeciło mnie, że powinnam trzymać filtrowaną wodę w lodówce, a nie na blacie kuchennym, gdzie słońce i temperatura robią swoje. Czyż człowiek nie uczy się całe życie? Czyż rzeczy oczywiste nie chowają się czasem w bardzo oddalonych zakamarkach umysłu? Mamy nowy dzbanek z filtrem, jest przechowywany tam, gdzie od początku powinien.
Po powrocie męża i obiedzie wyszliśmy z koteczkami na dwór, zajrzałam do Anne. Miło, ale przez większość dnia miałam poczucie, że nie odpoczywam tak głęboko, jakbym sobie życzyła, teraz myślę, że to z powodu mężowskiej pracy — razem jest lepiej.
W niedzielę przed południem przeczytałam do końca Myśliwskiego Traktat o łuskaniu fasoli (Znak, 2022). Zaraz dorzuciłam do listy książek napoczętych Mykwę Rudzkiej, bo mam nierówno.
Anne zamówiła nowy kabel do kamery w Kuchniosalonie w piątek wieczorem, dostawa nastąpiła dzisiaj po południu. Poszłam do sąsiadki, żeby oddać jej pieniądze i przy okazji znowu zostałam oświecona: w aplikacji mojego banku mam możliwość zippay. Dałam Anne gotówkę, ona błyskawicznie wydała mi resztę na konto. Bardzo miłe udogodnienie.
Jeszcze zanim Kochany pojawił się w domu, zerkałam na turniej gimnastyki artystycznej live ... wiadomo, kibicujemy Młodszej Latorośli. I bardzo słusznie. Obejrzeliśmy też przyznanie medali, a Fred wysłał dumnemu rodzicowi gratulacje.
Zieeeew. I znowu wieczór. Niedziela deszczowa, więc koty niepocieszone. Nie chce mi się nic poza czytaniem. Na weekend przyniosłam z biura trochę papierów, ale od razu wiedziałam buahahaha, że nic z tego, będę je ignorowała a jutro nietknięte zapakuję w drogę powrotną. Do końca czerwca trzeba przegibać w obecnym trybie pracy. Courage!
Ciekawe, kiedy młode wyrosną z takiego niszczycielstwa. Kot u mamy podobnych szkód nie czyni. Inna rzecz, że on nie siedzi cały czas w domu. Teraz, jak jest cieplej, to nawet nie bardzo na chrupki przychodzi, czasem wystarczy mu, że się zobaczy z mamą w ogrodzie.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, mała przestrzeń jest zdecydowanie czynnikiem, poza tym prowodyrką jest Bronia, która w ten sposób pokazuje nam, że się nudzi.
UsuńTaki właśnie miałam weekend - nic mi się nie chciało poza czytaniem.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, weekend święta rzecz, można sobie robić, co się chce :)
Usuń