Zadzwoniłam do tatki o poranku, przed dziewiątą; już wrócił z miasta i mógł przyjąć życzenia. Kochany wpadł w środku dnia, żeby mi pokazać i sprezentować śliczne, czarne kombo Majestic Filatures, obcisłą koszulkę z przezroczystą narzutką. Po pracy (przypadki gęste, ale w sumie bez znaczenia; zapiszę tylko kolejny sukces: przyszedł Joe, facet wielki jak góra, i wlazł pod moje biurko ... nic tam nie znalazł, wiedział za to do kogo zadzwonić, żeby mu o tym powiedzieć, radujmy się! telefon działa). Mąż zabrał mnie spod biura i razem pojechaliśmy na kawę bez okazji. Dopiero po kawie wróciliśmy do domu.
Dziewczyny napędziły nam stracha: w czasie spaceru Mania chyba się przegrzała, a Bronię coś ugryzło w lewą łapkę. Broniowe łapki delikatne, czyli opuchlizna spektakularna; kotka bardzo oburzona wydarzeniem, długo nie mogła się uspokoić.
Po spacerze jeszcze raz rozmawiałam z tatką, bo Kochany zadzwonił złożyć życzenia. Obiad; słucham audiobooka i zerkam za okno. Niebo powoli szarzeje.
Imieniny czy urodziny? Prezenty będą czy tylko życzenia?
OdpowiedzUsuń@Tomku, urodziny. Rodzice daleko, ale zazwyczaj przywozimy im coś, gdy przylatujemy do Polski :)
UsuńMaj mamy podobny urodzinowo 😄 U Ciebie mama i tata. U mnie tata (21.05) i brat (29.05) 😃
OdpowiedzUsuń@Aśka, tak się złożyło. Mąż też jest wiosenny. I tylko ja jesienna :)
Usuń