Mogłabym spać jeszcze z godzinę. Najpierw zadzwonił mój budzik. Przytulona do Kochanego wykorzystałam informację, że mąż nastawił swój budzik na 10 minut później, i zapadłam w mikrodrzemkę (ostatnio miewam jakieś złe sny, o chorobie i śmierci, ale akurat tej nocy nie, tymczasem i tak trzeba wstawać). Nie chciało mi się jeść śniadania ... dopadła mnie niestrawność, mało spektakularna, uporczywa jak ćmienie zęba (widać pesto mi nie służy). Po długim dniu w pracy posypał się grafik: miałam wrócić do domu przed Kochanym, zrobić obiad, i tak dalej. Tymczasem nie przyjechał autobus podmiejski, podobno rozkraczył się gdzieś za naszą wsią. Siedziałam na murku okalającym dworzec z siwą kobietą, która zawsze wysiada na pierwszym przystanku, przy domkach. Znamy się. Tzn. pani uwzględnia mnie jako autobusową znajomą (zaczęłam ją kojarzyć w pandemii, na początku znałam tylko oczy zerkające znad maseczki, resztę musiałam sobie wyobrażać i po ściągnięciu masek trochę mi zeszło przyzwyczajanie się do jej prawdziwej twarzy). Jak ona ma na imię? W każdym razie po godzinie doszłam do wniosku, że nie ma co znosić jajka. Pożegnałam się, zostawiłam siwą panią w poczekalni dworca i wróciłam do centrum, do Czarnej, gdzie spędziłam czas nad herbatą zieloną i pierwszą lepszą dostępną mi książką — akurat miałam w ebooku Breathless Anne Swärd. Na koniec wymieniłam kilka słów z panią Stempelek, onegdaj uznaną za nr 4. Nr 4, w rzeczywistości Dżaki, już zaczęła wnosić krzesła do kawiarni, czyli pora była mi spadać. Kochany podjechał jakiś czas po siódmej. Gdy dojechaliśmy do domu, w oknie stała mocno zaniepokojona Bronia, kochane zwierzątko. Żołądek nadal mam lekko zasupłany, więc nie żałuję obiadu, postanowiliśmy nie gotować nic ekstra i rozpatrzeć nasze potrzeby osobno, każde we własnym jestestwie.
Wtorek przemknął.
A na piechotę miałabyś daleko?
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, na piechotę jest to kilkanaście km. Technicznie wszystko można (zaraz po wojnie dziadek jechał rowerem 20 km po chleb), w praktyce w tej konkretnej sytuacji nie miałoby to za dużo sensu: brak pobocza, brak odblasków, za dwie godziny miałam następny autobus. Wróciłabym do domu o tej samej porze, co mąż, czyli logiczniej było poczekać, aż Fred skończy pracę i mnie zwinie spod kawiarni (co sam zaproponował) :)
Usuń