Ciężką miałam noc, nie mogłam spać, może wyłaziło ze mnie napięcie, albo zwyczajnie, radość płynąca z ulgi (rytm kończenia i zaczynania projektów rusza mnie coraz mniej od strony relacji z ludźmi). Do tego po śniadanku Bronia się pochorowała, bo znowu zżarła kawałek plastiku.
Po kilku dniach "upałów" wrócił morski chłód, szarość, deszcz i wiatr. Chwilę pisałam z Lusiem, poinformowałam ją o przyjeździe, ale niczego nie ustaliliśmy. Rano obejrzałam Midsomer Murders 24.02 (tym razem już w pełni zauważam zdziecinnienie scenariusza, podobne do tego w ostatnich sezonach z panem Pokrzywą), poza tym większość dnia spędziłam z nosem i uchem w książkach, genealogii oraz na popołudniowej drzemce.
U rodziców upał, jutro ma być szczyt tego Armageddonu.
No właśnie miałem pisać że tu upały. Bardzo sucho.
OdpowiedzUsuń@Tomku, tak, prognoza lokalna na dzisiaj ćwierka o przekroczeniu 42 stopni, więc tatko podlewał wszystko, co się dało (rodzice mają w kontenerze deszczówkę, zapas powoli się kończy).
UsuńU mnie dziś "tylko" 26°, co po ostatnich 36° jawi się wręcz jako chłód 😄 Rodzice w Pl też uciekli do domu na wsi, bo we wrocławskiej betonowej dżungli mogłoby być niewesoło przy zapowiadanych 40+ 🫣🥵
OdpowiedzUsuń@Aska, w niektórych blokach musi być ciężko. Mój dom rodzinny jest poniemiecki, mury całkiem spoko trzymają chłód, jeśli zaciemni się wszystkie okna. Ale na zewnątrz skwar, gleba piaszczysta, bez deszczu wszystko mdleje; dodatkowo za płotem suchy las, monokultura sosnowa, więc trochę strach.
Usuń