Strony

sobota, 27 czerwca 2026

2384. Dzień po.

Ciężką miałam noc, nie mogłam spać, może wyłaziło ze mnie napięcie, albo zwyczajnie, radość płynąca z ulgi (rytm kończenia i zaczynania projektów rusza mnie coraz mniej od strony relacji z ludźmi). Do tego po śniadanku Bronia się pochorowała, bo znowu zżarła kawałek plastiku. 

Po kilku dniach "upałów" wrócił morski chłód, szarość, deszcz i wiatr. Chwilę pisałam z Lusiem, poinformowałam ją o przyjeździe, ale niczego nie ustaliliśmy. Rano obejrzałam Midsomer Murders 24.02 (tym razem już w pełni zauważam zdziecinnienie scenariusza, podobne do tego w ostatnich sezonach z panem Pokrzywą), poza tym większość dnia spędziłam z nosem i uchem w książkach, genealogii oraz na popołudniowej drzemce. 

U rodziców upał, jutro ma być szczyt tego Armageddonu. 

4 komentarze:

  1. No właśnie miałem pisać że tu upały. Bardzo sucho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Tomku, tak, prognoza lokalna na dzisiaj ćwierka o przekroczeniu 42 stopni, więc tatko podlewał wszystko, co się dało (rodzice mają w kontenerze deszczówkę, zapas powoli się kończy).

      Usuń
  2. U mnie dziś "tylko" 26°, co po ostatnich 36° jawi się wręcz jako chłód 😄 Rodzice w Pl też uciekli do domu na wsi, bo we wrocławskiej betonowej dżungli mogłoby być niewesoło przy zapowiadanych 40+ 🫣🥵

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Aska, w niektórych blokach musi być ciężko. Mój dom rodzinny jest poniemiecki, mury całkiem spoko trzymają chłód, jeśli zaciemni się wszystkie okna. Ale na zewnątrz skwar, gleba piaszczysta, bez deszczu wszystko mdleje; dodatkowo za płotem suchy las, monokultura sosnowa, więc trochę strach.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.