... piątek. Przez pracę przemknęłam aktualizując oprogramowanie, dając kciuki w górę oraz żółwiki. Skoro mieliśmy zahaczyć o Tesco, musiałam wziąć męża na kawę (ciśnienie miałam takie, że albo kawa, albo śpiączka). Z miasta przetoczyliśmy się do wsiowego portu, gdzie Kochany wybrał kupienie ryby z budki. Pomimo wcześniejszego deszczu ciepła i przyjemnie bezwietrzna pogoda zachęciła nas do pozostania pod fiszendczipsiarnią (zmyślnie zaangażowaliśmy plastikowe torby na zakupy jako pokrowce na mokrą ławę).
Dość szybko po powrocie do domu wyszliśmy z koteczkami, a potem we dwoje nad morze (starałam się utrzymać energię na równym poziomie, ostatnio jak siądę i się zadumam to kaplica; chyba trochę pomogła mi w tym zadaniu Banalna swoim komentarzem do mnie u Celta — długo jeszcze szczerzyłam się sama do siebie w uśmiechu, wprawdzie śmianie się z cudzej głupoty to nie jest rozrywka wysokich lotów, ale krążenie pobudza, więc bierę; Kochany w międzyczasie zdążył rozmówić się telefonicznie z Wu, KMŁ oraz Ka).
Na wieczornej plaży pięknie, choć jak zwykle nie dla wszystkich: morze wyrzuciło ze swoich głębin ławice chełbii, a dwóch panów z dziwnymi kijkami wygrzebywało z piasku jakieś żyjątka, zapewne na obiad.


Ja bym tak nie mógł z plastikowymi torbami, bo korzystam już tylko ze szmacianych. Przy ostatniej wizycie mamy oddałem jej ostatnią reklamówkę (lata temu służyła mi przy zakupach prasy, numerów Filmu a później Kina).
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, używamy toreb, które kiedyś wzięliśmy z konkretnych sklepów (widać, że jedna jest z Dunnesa), nie nadają się do niczego innego jak noszenie zakupów na krótki dystans ze sklepu do samochodu (poza tym Kochany pakuje w nie szkło i puszki przewożone do recyklingu, zawsze to lepiej w takiej sytuacji, gdy torba jest nieprzemakalna).
UsuńHmmm, żyjątka na obiad 😱
OdpowiedzUsuń@Tomku, nom, mogło chodzić o sercówki albo brzytwy, nie podeszłam bliżej, więc nie wiem, co panowie już mieli w koszykach.
UsuńUważam, że to niesamowite, wygrzebać sobie obiad z plaży. Też bym tak mogła. :-)
Usuń@Agniecha, tutaj to normalna sytuacja, coś jak grzybobranie: w czasach wielkiego głodu okoliczni mieszkańcy przetrwali m.in. dzięki takiemu grzebaniu w piasku (w jednym z sąsiednich miasteczek jest nawet pomnik cockle pickers — zbieraczy sercówek).
UsuńNo tak, ja już sobie pierwszy obiad z lasu też uczyniłam - kurki wyrosły po deszczach.
Usuń