Wylazłam z łoża przed siódmą, żeby pobyć z Kochanym o poranku, zanim wyruszy do pracy. Pogoda się poprawiła, wpadłam na pomysł ręcznego wyprania paru "delikatesów", poza tym byłam zdecydowana zakończyć czytanie Breathless Swärd (Viking, 2012), co doszło do skutku po południu. Dzień wietrzny, nie miałam ochoty nigdzie wędrować, za to na chwilę goście zawędrowali do nas: Jot bardzo chciała zobaczyć kotki, i zobaczyła (nie lubię, gdy ludzie wpadają bez zapowiedzi). Długo słuchałam Eco, ostatnie cztery godziny zostawiłam na jutro. Za oknem słychać pomruki pompy, wiatr, stukanie furtki.
Też mam w planach ręczne pranie (koszulek, które mocno farbują), ale czekam na ochłodzenie. Teraz bym się bał iść na strych, bo tam pewnie jak w piekarniku.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, ale dlaczego na strych? Mam różne rzeczy z delikatnych materiałów i ogólnie nie chciałabym, żeby pralka zrobiła im ziaziu.
UsuńBo pranie suszę na strychu, w mieszkaniu ewentualnie jakieś drobiazgi zimą, gdy można je rozłożyć na kaloryferach. Strych mam nad głową, więc nigdy nie czułem potrzeby kupna rozkładanej suszarki.
UsuńMam podobnie z wizytami bez zapowiedzi. Aż dziw bierze, że jeszcze nie tak dawno temu było to coś zupełnie naturalnego. Bardzo szybko przyzwyczajamy się do pewnych norm 🙂
OdpowiedzUsuń@Aśka, jeszcze nie tak dawno ludzie nie umieli pisać, czytać, wieczorami siedzieli na przyzbie i śpiewali piosenki. Jest w tych odwiedzinach bez zapowiedzi założenie, że ludzie poza pracą nie robią nic szczególnego. I dawniej rzeczywiście tak było, czekano aż coś się wydarzy: wizyta, morderstwo, pożar, kłótnia sąsiadów :)
Usuń@Monika, no nie, miałam na myśli takie trochę bliższe nam nie dawno 😂 30, 40, 50 lat temu 😉
Usuń@Aśka, ale też ludzi ze specyficznych regionów :) (jeszcze moja prababcia nie pisała w ogóle, a umiejętności mojej babci w tym temacie były iluzoryczne). W latach 80. wpadaliśmy do rodziny bez uprzedniego kontaktu, bo nie mieliśmy telefonu.
Usuń@Monika, rzuciłaś mi kolejny temat do przemyśleń w kwestii pisania i czytania dziadków 🤔🙂
UsuńTak, telefon u mnie w domu pojawił się też stosunkowo późno, bo na początku lat 90. i było tak, że my mogliśmy uprzedzać czy pytać o możliwość spotkania u kogoś, bo większość już miała (my mieliśmy automat przy bloku), ale już do nas wpadano jak do stodoły, no bo jak się zapowiedzieć?