Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2024

1735. Poniedziałek chyba w odcinkach.

Jeszcze leżąc w cieple łóżka przeczytałam na FB u Justy, że ich dom zalało. W ten sposób dowiedziałam się, że Miasteczko poszło w nocy pod wodę. Wały puściły za ośrodkiem należącym do sióstr zakonnych. Wczoraj Kochany powiedział mi, że swego czasu siostrzyczki chciały dostać kasę za budowanie wałów na ich terenie. Trzeba było je zostawić za wałem, powierzyć Opatrzności. Ta myśl razem z obserwacją, że dziennikarze bezmyślnie powtarzają tekst o kontrolowanym zrzucie z zapory (czytam to, co piszę, dlaczego ludzie zarabiający na pisaniu tego nie robią?) postawiło mnie na nogi. Szpetny poniedziałek, tam daleko, tam blisko mojemu sercu.
___
edit 14:00 Kochany w pracy; snuję się, a jako, że się snuję, rozwieszam pranie i słucham audiobooka. Dokończyłam The Big Four, nareszcie, bez satysfakcji, ta intryga nigdy mnie nie fascynowała (odrzucam teorie spiskowe nawet w formie rozrywkowej). Rozmawiałam z tatkiem (też zmartwił się zalaniem regionów, które z nami odwiedzał). Pogoda słoneczna, przyjemnie ciepła, babioletnia, nasilającą moją nostalgię.
___
edit 21:30 Fred od powrotu z pracy do tej pory nic nie jadł (poza ciasteczkami podczas oglądania filmu, ale to się nie liczy). Za to przymierzył kaszkiet od Anne, ja też przymierzyłam mniejszy rozmiar, nie skusiliśmy się jednak na dłuższe zobowiązanie wobec nakryć głowy (sąsiadka przyniosła zbędne części kostiumów teatralnych, bo zrobiło się jej żal, że są wyrzucane). Na poprawę nastroju obejrzeliśmy Drobnych cwaniaczków (2000) Woody'ego Allena (nie najgorszych, ale i nie z tych lepszych).

Sytuacja w Miasteczku wydaje się normować, poziom wody na zaporze trochę spadł (i na nowo rozkwitła turystyka powodziowa). Gdzie indziej jest ciężko.

Nie zrobiłam dzisiaj niczego pożytecznego i nie dokończyłam tego, co zaczęłam: zapomniałam ściągnąć pranie. Kochany zrobił to dopiero teraz, w ciemności, brodząc po omacku w wysokiej trawie. Z ubraniami wszedł do Kuchniosalonu zapach chłodnej świeżości, czystego wieczornego powietrza. Rysiu tak pachniał, stwierdził Fred. Prawda.

środa, 17 sierpnia 2022

974. Diabli wiedzą.

Ryszard wrócił wczoraj na tyle wcześnie, że zdążył przed zamknięciem okna na noc. Dzisiaj również długo leżakował w łóżku. Wydaje się zdrowy, ale rano świat pachnie jesienią i pewnie stąd słuszne lenistwo. Też to przeżywam, np. od kwietnia nie za bardzo śledziłam vlogi Stacey, ale dzisiaj wróciłam do niej z powodu otwarcia sezonu nostalgii i jesiennych jarmarków.

Zdarzenia zajmujące: mżawka, poszukiwanie mojego paszportu, kupowanie nowego ubezpieczenia podróżnego, które właśnie nam "wychodzi", oglądanie Bernadette piorącej edwardiańską suknię wg zaleceń z epoki, zupa kalafiorowa, drzemka poobiednia, kot, genealogia (znalazłam akt zgonu praprababci zmarłej w Tarnogrodzie oraz akty urodzenia dziadka Bronka i trzech jego starszych braci). W ciągu dnia kilka kontaktów z Fredem o sprawach różnych. Najprawdopodobniej jutro Kochany rusza przed siebie. Mąż przekazuje niepokojące wiadomości od Justy, która nadal jest w szpitalu, (jak się okazało) z komplikacjami pocowidowymi.

Sąsiadka (z pudelkiem i synkiem, nie znam kobiety) przyniosła Rysiową zgubę. Znalazła osobno tag z imieniem, osobno obrożę, a mimo to wiedziała, że należą do tego samego kota. Dziwne, zaiste.

niedziela, 21 listopada 2021

705. Nieróbstwo.

Dzisiaj to już naprawdę, nic a nic, żadnej aktywności sensownej, tylko jedzenie wpycham sobie w otwór gębowy. Po trzeciej z kolei nocy pełni księżyca jasnej nie do uwierzenia, dzień słoneczny i przeraźliwie zimny. Wyszłam po południu na moment, tylko do ogródka, żeby uzupełnić zapasy w karmniku, w zasadzie już na jutro, bo zaczynam poniedziałek wcześnie.

Fred dochodzi do siebie po wczorajszych ekscesach kulturalnych. W pałacu nadal żywego ducha, oprócz pana Krzysia, który rano zrobił mężowi śniadanie. Dostałam wiadomość od Justy z gratulacjami, że mam takiego zdolnego męża. Nie moja to zasługa, ale się zgadzam :). Bardzo dawno się nie widziałyśmy na żywo, może przyszły rok będzie tym rokiem.

Dzwonię do rodziców bez powodu, chociaż w międzyczasie wynajduję pretekst, proszę o sprawdzenie, czy przypadkiem nie mamy w biblioteczce antycznego wydania Doktora Faustusa. Tata znajduje tylko Buddenbrooków.

Pod wieczór niespodziewanie puka do mnie Anna z zapytaniem, czy wszystko w porządku, bo nie widziała mnie ani kota już jakiś czas. Wcześniej dzwoniła nawet do Freda. Zaprosiłam ją do środka, zasypałam słowami. 

A co teraz będzie? Perswazje (2007) z Sally Hawkins, które dobrze znam i lubię, więc są idealne na taki dzień. Pewnie jeszcze porozmawiam z Kochanym. Okno zamknięte, kot drzemie, dobra noc.

poniedziałek, 15 listopada 2021

698. Weselmy się.

Nawet ciepło. Deszcz złapał mnie i Freda, gdy dochodziliśmy do morza. Czyli dobrze nam radził Ryszard, który po dokonaniu próby kociego wysiadywania w ogródku, wrócił zdegustowany lecącym w dół barometrem.

Namęczyłam się przy abstrakcie badania jak nieszczęście, Kochany zrobił w tym czasie obiad i bazę do sałatki greckiej (bazę, bo we wsi zabrakło oliwek i musieliśmy je przywieźć z Dundalk).

Fred kontaktował się po południu z różnymi osobami, rozmawialiśmy więc z Justą, która grała w filmie, a teraz kaszle, i z Usz, której teść (oczywiście niezaszczepiony, a jakże) z covidem wylądował w szpitalu. Ja z kolei zadzwoniłam do rodziców, żeby się dopytać o chorujące psy — Dziewczynki się trzymają.

Po szóstej zawinęliśmy się w wyjściowe gajerki i powoli zmierzać poczęliśmy w kierunku kina (jeszcze tylko zakup wspomnianych oliwek). Kino-widmo (ICM), bilety po juro 10.60, oprócz nas trzy osoby, jedna pani siedziała przed nami, dwie inne szczebiotki zasiadły z tyłu. Znamy się ze Smarzowskim, więc trudno mnie zaszokować. Wesele (2021) ma dobre momenty i parę słabych. Wróciliśmy z Fredem do wsi po jedenastej i nadal rozmawiamy o fabule, czyli nie jest źle. W tym czasie mąż postawił mi przed nosem sałatkę grecką. Przez to gadanie i wymiatanie oliwek z talerza przegapiłam północ