Nawet ciepło. Deszcz złapał mnie i Freda, gdy dochodziliśmy do morza. Czyli dobrze nam radził Ryszard, który po dokonaniu próby kociego wysiadywania w ogródku, wrócił zdegustowany lecącym w dół barometrem.
Namęczyłam się przy abstrakcie badania jak nieszczęście, Kochany zrobił w tym czasie obiad i bazę do sałatki greckiej (bazę, bo we wsi zabrakło oliwek i musieliśmy je przywieźć z Dundalk).
Fred kontaktował się po południu z różnymi osobami, rozmawialiśmy więc z Justą, która grała w filmie, a teraz kaszle, i z Usz, której teść (oczywiście niezaszczepiony, a jakże) z covidem wylądował w szpitalu. Ja z kolei zadzwoniłam do rodziców, żeby się dopytać o chorujące psy — Dziewczynki się trzymają.
Po szóstej zawinęliśmy się w wyjściowe gajerki i powoli zmierzać poczęliśmy w kierunku kina (jeszcze tylko zakup wspomnianych oliwek). Kino-widmo (ICM), bilety po juro 10.60, oprócz nas trzy osoby, jedna pani siedziała przed nami, dwie inne szczebiotki zasiadły z tyłu. Znamy się ze Smarzowskim, więc trudno mnie zaszokować. Wesele (2021) ma dobre momenty i parę słabych. Wróciliśmy z Fredem do wsi po jedenastej i nadal rozmawiamy o fabule, czyli nie jest źle. W tym czasie mąż postawił mi przed nosem sałatkę grecką. Przez to gadanie i wymiatanie oliwek z talerza przegapiłam północ
Obejrzę w tv. Albo w necie. Jakoś na nic mnie ostatnio do kina nie ciągnie.
OdpowiedzUsuńU nas to była rzadka okazja pójścia do irlandzkiego kina na polski film, połączona z faktem, że film jest Smarzola.
Usuń