Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victorians. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victorians. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 marca 2021

450. Dzień wolny.

Sztormowy wiatr, który wczoraj bawił się karmnikiem dla ptaków, rozłączył mi na chwilę internet w czasie pracy, a w nocy turlał po ogródku puste wiaderko po farbie, nieco tylko zelżał.

Kocham Cię, moje szczęście, drze się Fred przez otwarte okno samochodu, gdy odjeżdża do pracy, żeby za chwilę zadzwonić do drzwi, bo jego plecak został w domu. Po wyjeździe męża wzięłam do obczytania na szybkie cyk Mistrza. Absolutnie, zbiór kilku wspomnień o Młynarskim (2017). Gdy mi Fred zadzwonił, że on u siebie zaraz zaczyna, właśnie kończyłam tę niewymagającą, błyskawiczną lekturę.

W ciągu dnia słuchałam i obejrzałam kilka rzeczy. Karolina Żebrowska opowiadała mi o tym jak w XIX wieku kobiety radziły sobie z menstruacją, a gdy prasowałam Poirot rozwiązał kolejną zagadkę w drugim odcinku trzynastego sezonu pt. Wielkia czwórka (2013). Dzień wolny od pracy zawodowej. Fajnie jest wrócić. Na wieczór rozsiadłam się do filmu, ale w efekcie niczego nie wybrałam. Mycie zębów i spać.

piątek, 19 czerwca 2020

185. Pakiet wyborczy, śmierć Wali.

Kolejny deszczowy dzień.
Dwa pakiety przyszły do nas krótko po południu. Wyszło tak, że odebrałam je jeszcze w szlafroku.

Gdy przygotowywałam się do wyjazdu do Drołdy na zakupy, dostałam wiadomość o śmierci kolejnego psa taty. Walunia wczoraj po usg dostała diagnozę — liczne guzy (trzustka, wątroba, nerki, żołądek, śledziona), wet był zaskoczony, że pies jeszcze żyje, i że do niedawna nie było jakichś szczególnych objawów ciężkiej choroby. Ponieważ coraz bardziej cierpiała, została dzisiaj uśpiona.


Przeżyła swoją siostrę o 19 dni, spokojna, pewna siebie, niezależna, piękny piesek.
___
edit 20:25 Nie mam gorączki, ale słabo się czuję, od kilku dni znowu wykańczają mnie zatoki, od tego gardło, a dzisiejszy krótki postój przed Tesco w mżącym, zimnym deszczu lepiej mi nie zrobił. Po powrocie do domu nie miałam siły dojeść pysznego spaghetti à la Fred. Słuchamy płyty The Man Who Sold the World Bowiego (1971). Fred odkrył Rory'ego Gallaghera, a teraz prasuje mi koszulki.
___
edit 21:44 Po wyjściu spod prysznica Space Odddity (1972) i nucę sobie god knows i'm good, god knows i'm good, god knows i'm good ...
___
edit 23:37 Co za dzień. Dobrałam się do Trzech panów w łódce, od razu pękłam tę ramotkę i mogę ją w końcu odłożyć na półkę. Ostatni raz miałam ją w ręku gdzieś na początku maja, a może dalej. Jeśli nastrój się mi utrzyma, jutro rozprawię się do końca z Simoną. A tymczasem Fred mi właśnie mówi, że umarł Ian Holm. Jakby się z Zafónem umówili.

niedziela, 12 kwietnia 2020

117. Easter time.


Przez cały dzień na zewnątrz utrzymywała się szarość i wilgoć. Zrobiliśmy wielkanocną ucztę nie tylko dla siebie. Znajomy jack russell, który po naszym śniadaniu okazał się cierpliwie czekać na trawniku przed domem, dostał swoją porcję mokrej pedigree pal. Po obiedzie obejrzeliśmy film, który od lat odkładałam, Wielki chłód (1983) Kasdana. Opowiada o spotkaniu dawnych przyjaciół na pogrzebie jednego z nich. Dobrze zagrany, nieźle napisany, Close i Hurt tacy młodzi, że aż miło popatrzeć :). Jak teraz o tym filmie myślę, to bawi mnie, że jego bohaterowie są młodsi ode mnie i już sądzą, że ich życie zostało zdefiniowane. Mam 35 lat, jestem w czarnej dupie i do końca jakoś się trzeba przemęczyć (takie tam drobne 50 lat) wspominając na osłodę jak było super, gdy byłem nastolatkiem. Doprawdy ...

Złożyłam rodzicom życzenia przez messangera, Fred zadzwonił do swoich wieczorem, i tu wieści są mieszane, teść nie czuje się za dobrze, pogorszyło się też u Wu, choć do końca nie wiemy, co to znaczy. Nie widzieliśmy go ponad 6 miesięcy, a ci, którzy odpowiadają teraz za jego zdrowie, nie bardzo mają ogląd całości. Z drugiej strony mam taką refleksję, że ludzie po 2-3 tygodniach lekkej niewygody dobrowolnego zamknięcia w swoim domu piszą w sieci takie brednie, że wszystko opada grawitacyjnie. Wu siedzi w nie swoim domu już piąty miesiąc. Wiadomość o tym, że miał/ma być przewieziony na leczenie potwierdził w kolejnej rozmowie Stu. Kochanemu jest z tym wszystkim ciężko, ja z kolei jakoś lepiej się poczułam, gdy wiadomość potwierdził szwagier — potraktowałam to jak zaklęcie na dobrą zmianę, zaczęłam sobie wizualizować, że Wu już jest w lepszym, bezpieczniejszym dla niego miejscu. Niech z tej sytuacji koronawirusowej, gdy służby są zesrane ze strachu, wyniknie choć jedna dobra rzecz. Ale dość o tym. Dwa dni temu zaczęłam czytać Dwóch panów w łódce nie licząc psa. Wiktoriańskie dykteryjki umilają mi traumę kolejnych rozdziałów Sagi Puszczy Simony. Przez dłużej niż jeden rozdział czytałam je bez świadomości, że Montmorency to pies :E.

środa, 18 marca 2020

92. Panika po irlandzku.

Z rana miałam rześką przebieżkę na pocztę, pieniążki szczęśliwie jeszcze na mnie czekały. Mama przez telefon mi smarka, mówi, że pracuje co drugi dzień, po trzy godziny — taki system. Przed Lidlem spotkaliśmy aptekarkę z Nadbrzeżnej, która kiedyś myślała, że chodzi z Fredem — udała, że nas nie widzi. Panika po irlandzku w Tesco wygląda tak, że wykupiono wszystkie duże boxy Barrie's Tea oraz karmę dla psów. Pet Shop był nadal otwarty, pan jak zwykle przemiły, sprzedał nam kolejną obróżkę przeciwpchelną dla Rysia, aksamitną, w morskim kolorze. Fred przy okazji wizyty w mieście zapłacił podatek drogowy.

Co z Wu, nie wiadomo. Odpowiedzialni za niego nie odbierają telefonów, żeby się koroną nie zarazić.

Dokończyłam oglądać teatralną adaptację The Importance of Being Earnest z cudownym Davidem Suchetem w żeńskiej roli (2015). Przy okazji uświadomiłam sobie, że to nazwisko wymawia się Su-sze (jego dziadek był litewskim Żydem, który zmienił nazwisko wyjeżdżająć do Afryki Południowej). Sztuka zalatuje myszką, niezła na czas zarazy. I jeszcze: Imaginuj sobie Waść, że Herman Brunner nie żyje.
___
edit 23:00 Na deser dnia Elling (2001), film o kapuścianym poecie nie mógłby powstać w Holiłódzie.