Strony

niedziela, 12 kwietnia 2020

117. Easter time.


Przez cały dzień na zewnątrz utrzymywała się szarość i wilgoć. Zrobiliśmy wielkanocną ucztę nie tylko dla siebie. Znajomy jack russell, który po naszym śniadaniu okazał się cierpliwie czekać na trawniku przed domem, dostał swoją porcję mokrej pedigree pal. Po obiedzie obejrzeliśmy film, który od lat odkładałam, Wielki chłód (1983) Kasdana. Opowiada o spotkaniu dawnych przyjaciół na pogrzebie jednego z nich. Dobrze zagrany, nieźle napisany, Close i Hurt tacy młodzi, że aż miło popatrzeć :). Jak teraz o tym filmie myślę, to bawi mnie, że jego bohaterowie są młodsi ode mnie i już sądzą, że ich życie zostało zdefiniowane. Mam 35 lat, jestem w czarnej dupie i do końca jakoś się trzeba przemęczyć (takie tam drobne 50 lat) wspominając na osłodę jak było super, gdy byłem nastolatkiem. Doprawdy ...

Złożyłam rodzicom życzenia przez messangera, Fred zadzwonił do swoich wieczorem, i tu wieści są mieszane, teść nie czuje się za dobrze, pogorszyło się też u Wu, choć do końca nie wiemy, co to znaczy. Nie widzieliśmy go ponad 6 miesięcy, a ci, którzy odpowiadają teraz za jego zdrowie, nie bardzo mają ogląd całości. Z drugiej strony mam taką refleksję, że ludzie po 2-3 tygodniach lekkej niewygody dobrowolnego zamknięcia w swoim domu piszą w sieci takie brednie, że wszystko opada grawitacyjnie. Wu siedzi w nie swoim domu już piąty miesiąc. Wiadomość o tym, że miał/ma być przewieziony na leczenie potwierdził w kolejnej rozmowie Stu. Kochanemu jest z tym wszystkim ciężko, ja z kolei jakoś lepiej się poczułam, gdy wiadomość potwierdził szwagier — potraktowałam to jak zaklęcie na dobrą zmianę, zaczęłam sobie wizualizować, że Wu już jest w lepszym, bezpieczniejszym dla niego miejscu. Niech z tej sytuacji koronawirusowej, gdy służby są zesrane ze strachu, wyniknie choć jedna dobra rzecz. Ale dość o tym. Dwa dni temu zaczęłam czytać Dwóch panów w łódce nie licząc psa. Wiktoriańskie dykteryjki umilają mi traumę kolejnych rozdziałów Sagi Puszczy Simony. Przez dłużej niż jeden rozdział czytałam je bez świadomości, że Montmorency to pies :E.

2 komentarze:

  1. Stosunkowo nie tak dawno zaczęłam czytać "Dwóch panów..." i - nie zmogłam, dałam sobie spokój.;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś czas temu oglądałam "The Importance Of Being Earnest" Wilde'a - komedię, która jest tylko kilka lat młodsza od "Trzech panów" i widzę w obydwu pewne cechy wspólne, zainteresowanie trywialnością, które mnie osobiście odpręża. Zastanawiałam się nawet, czy by nie przytulić paru komedii i kryminałów wiktoriańskich. Poza tym miło pamiętam "Trzech panów" z dzieciństwa, chyba w formie słuchowiska. Widocznie to jest ten poziom wiekowy ;)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.