Z rana miałam rześką przebieżkę na pocztę, pieniążki szczęśliwie jeszcze na mnie czekały. Mama przez telefon mi smarka, mówi, że pracuje co drugi dzień, po trzy godziny — taki system. Przed Lidlem spotkaliśmy aptekarkę z Nadbrzeżnej, która kiedyś myślała, że chodzi z Fredem — udała, że nas nie widzi. Panika po irlandzku w Tesco wygląda tak, że wykupiono wszystkie duże boxy Barrie's Tea oraz karmę dla psów. Pet Shop był nadal otwarty, pan jak zwykle przemiły, sprzedał nam kolejną obróżkę przeciwpchelną dla Rysia, aksamitną, w morskim kolorze. Fred przy okazji wizyty w mieście zapłacił podatek drogowy.
Co z Wu, nie wiadomo. Odpowiedzialni za niego nie odbierają telefonów, żeby się koroną nie zarazić.
Dokończyłam oglądać teatralną adaptację The Importance of Being Earnest z cudownym Davidem Suchetem w żeńskiej roli (2015). Przy okazji uświadomiłam sobie, że to nazwisko wymawia się Su-sze (jego dziadek był litewskim Żydem, który zmienił nazwisko wyjeżdżająć do Afryki Południowej). Sztuka zalatuje myszką, niezła na czas zarazy. I jeszcze: Imaginuj sobie Waść, że Herman Brunner nie żyje.
___
edit 23:00 Na deser dnia Elling (2001), film o kapuścianym poecie nie mógłby powstać w Holiłódzie.
Na szczęście ta zakupowa panika, patrząc po tym, co było w Polsce, dość szybko mija.
OdpowiedzUsuńNie da się robić zapasów bez końca. Ciekawe jak będzie się miała przedwielkanocna gorączka, jeśli kwarantanna potrwa dłużej.
UsuńJeśli potrwa, to nie będzie świąt.
Usuńu mnie wciaz produktow brak
OdpowiedzUsuńchleb, mieso, maka - puste polki
co ci ludzie z tym robia?