Kolejny deszczowy dzień.
Dwa pakiety przyszły do nas krótko po południu. Wyszło tak, że odebrałam je jeszcze w szlafroku.
Gdy przygotowywałam się do wyjazdu do Drołdy na zakupy, dostałam wiadomość o śmierci kolejnego psa taty. Walunia wczoraj po usg dostała diagnozę — liczne guzy (trzustka, wątroba, nerki, żołądek, śledziona), wet był zaskoczony, że pies jeszcze żyje, i że do niedawna nie było jakichś szczególnych objawów ciężkiej choroby. Ponieważ coraz bardziej cierpiała, została dzisiaj uśpiona.
Przeżyła swoją siostrę o 19 dni, spokojna, pewna siebie, niezależna, piękny piesek.
___
edit 20:25 Nie mam gorączki, ale słabo się czuję, od kilku dni znowu wykańczają mnie zatoki, od tego gardło, a dzisiejszy krótki postój przed Tesco w mżącym, zimnym deszczu lepiej mi nie zrobił. Po powrocie do domu nie miałam siły dojeść pysznego spaghetti à la Fred. Słuchamy płyty The Man Who Sold the World Bowiego (1971). Fred odkrył Rory'ego Gallaghera, a teraz prasuje mi koszulki.
___
edit 21:44 Po wyjściu spod prysznica Space Odddity (1972) i nucę sobie god knows i'm good, god knows i'm good, god knows i'm good ...
___
edit 23:37 Co za dzień. Dobrałam się do Trzech panów w łódce, od razu pękłam tę ramotkę i mogę ją w końcu odłożyć na półkę. Ostatni raz miałam ją w ręku gdzieś na początku maja, a może dalej. Jeśli nastrój się mi utrzyma, jutro rozprawię się do końca z Simoną. A tymczasem Fred mi właśnie mówi, że umarł Ian Holm. Jakby się z Zafónem umówili.

szkoda psiny
OdpowiedzUsuńTo prawda. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo tak niedawno na co innego umarła jej siostra. To duże pieski, i 10 lat to już dla nich poważniejszy wiek. Z Dziewczynek tacie zostały jeszcze trzy.
UsuńPrzykra sprawa z Walunią,ale w takim przypadku najważniejsze,że już nie cierpi.
OdpowiedzUsuńTak, to był bardzo spokojny pies, długo po sobie nie pokazywał, że bardzo źle się czuje, ale ból musiał być okropny.
Usuń