Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowy dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowy dom. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2026

2227. Ponurość deszczowa, kamień, publicystyka, biurwokracja.

Środa w pracy ciągnęła się niemiłosiernie, szczególnie, że wiedziałam o zebraniu rady o piątej, na którym to spotkaniu miałam być osobą własną, aby się zaprezentować. Byłam, zaprezentowałam, zaniżyłam dramatycznie średnią wieku zgromadzenia. Wyszłam po dwudziestu minutach w ulewę, na szczęście Kochany już stał, migał Babcinymi światłami. Pogodowo bardzo kiepsko, szaro, mokro (miałam szczęście po południu, gdy wspinałam się na górkę akurat nie lało, ale to był tylko jasny epizod przed pompą).

W domu tymczasem myszy osiągnęły kolejny kamień milowy — w czasie nieobecności Freda któraś panienka otworzyła z łapy drzwi wiodące na korytarz i do sypialni. Kochany na szczęście wrócił z drogi po kilku minutach, bo czegoś zapomniał, ale fakty są faktami: zastał myszy w oknie, z oczami wybałuszonymi na ptafffki. Ach. Przed podaniem rewelacyjnego obiadu, Kochany zadzwonił do siory z okazji imieninowej, więc oczywiście krótko omówiliśmy wydarzenie, gdyż Usz sama matką kotów będąc, rozumie te troski jakże dojmujące (biała pantera i nowa siostra znaleźli się w kamerce).

Przy obiedzie zaczęliśmy się zastanawiać, co by tutaj zaprenumerować. Mąż na dobre rozstaje się z prenumeratą Onetu, bo dla publicystyki na tym portalu nie ma już żadnej nadziei, SEO ubiło dziennikarstwo, ciało uległo rozkładowi i z martwych nie powstanie. Kochany subskrybuje GW, ale chce coś jeszcze, padło hasło Tygodnik Powszechny. Przeglądamy opcje.

Poza tym przysłali nam formularz. Wypełniamy formularz na cito. Mamy dość, więc tym razem nie odpuścimy tak łatwo. Przez tę zgniłą biurwokrację późno przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do mamy. Mama jeszcze nie spała; rozmowa trwała krótko, ale mnie ucieszyła. 

poniedziałek, 1 maja 2023

1232. Wpadłam.

Wyszłam w południe na morski obchód (ciepło, wiatrówka na T-shirt wystarcza), wracając spotkałam przy plaży zwiniętego w precelek i czekającego na swoje stado Cookeya. Myślałam o nim niedawno, zastanawiałam się, co tam u niego, bo kopę miesięcy się nie widzieliśmy. Starenia, z jakąś naroślą na środku czoła. Nie zawracałam mu głowy, widać było, że chce się zdrzemnąć na świeżym powietrzu.  

Kochany wybrał się do Trewiru, ale przez telefon za dużo nie zobaczyłam (czekam na foty robione aparatem). 

Odpaliłam trochę roboty w trzech znajomych tematach, a kiedy w porze obiadowej wyszłam na chwilę na dwór, żeby zrelaksować się pięknymi okolicznościami przyrody, Katlin mnie dopadła i sprzedała njusa: Anna jest już drugi tydzień w szpitalu, bo przewróciła się na spacerze. Nie wiem jakim cudem ominęło mnie to wydarzenie towarzyskie, wydawało mi się, że niedawno z nią rozmawiałam. I jeszcze, dom naprzeciwko, ten w którym mieszkała Rachel, będzie na sprzedaż. 

Poza tym Marksistkę drukują w GW. Poza tym spokojnie. A potem wpadam w statystykę i w czarną rozpacz. Oh, well.

wtorek, 28 lutego 2023

1170. Na kurzej łapce.

Dobrze, że mam bloga. Inaczej nie pamiętałabym, że kupiłam mleko, żeby rano zrobić naleśniki, których chciało mi się wczoraj po południu. Albinoniego Oboe & Violin Concertos i zapach naleśników, słońce zagląda przez okno, Fred śpi z twarzą wtuloną w poduszkę, kot pochrapuje na tapczanie w Kuchniosalonie.

Dzień upłynął mniej więcej na sprzątaniu (w sensie szorowania podłogi w łazience, jeżdżenia na elektrycznym mopie i układania kilkudziesięciu par butów w miejscu, gdzie nie mieści się kilkadziesiąt par butów). Plusy dodatnie są takie, że Fred przed wyjazdem do Navan zawiesił w sypialni stare zasłony od Jot (dostaliśmy je lata świetlne temu), na miejsce jeszcze starszych starych zasłon, które były stare oraz miały dziurę (dużą, od bardzo dawna). Nie prasuję, w dupie mam, orzekłam zwyczajnie szczęśliwa z powodu Zasłon Zdobycznych. Tematyka zasłon poprzedziła inną jeszcze ciekawszą tematykę: kupić ten dom, zburzyć ściany i w końcu ułożyć wszystko tak, żeby pasowało.

Rodzice odezwali się już po wyjeździe Kochanego do pracy. U nich słońce, akurat wracali z obiadu u chińczyka. Okazanie zwierząt było, wszystko gra i buczy, mała Rozalka tłucze Wojtka jak trzeba.

Wykorzystałam prasowanie bielizny do obejrzenia Midsomer, 19.4 (trup w królikach to coś dla mnie). Jeszcze drobne dodatki do tekstów tu i tam, zerknięcie do pracowniczego laptopa z myślą o jutrze, i kończy się miesiąc, który w mojej głowie co trochę był marcem. Luty:

sobota, 18 lutego 2023

1160. Dzisiaj nie wiem.

Zakwitły mi pierwsze narcyzy, zauważyłam to po powrocie z długiego spaceru nad morzem. Przy okazji zaobserwowałam, że jakaś menda podgryzała moją kiełkującą roślinność. Daffodile są trujące, czyli samobójca?

Jak widać, najszybciej odpaliły Jetfire (?, chyba, bo teraz nie jestem pewna, które cebule wsadziłam do wspólnej donicy z Lucky Number; napisałam w zeszłym roku na blogu, że zasadziłam "fałszywe" Jetfire, tymczasem to nie one mi kwitną ... może chodziło o inną doniczkę? Albo tracę rozum).

Dobrze było tak daleko pójść z Miłym. Świat szary i trochę mokry, wiatr do zniesienia, morze raczej spokojne. Gdzieś tam ziemia się trzęsie, gdzieś tam Antoni K. ćpa w samochodzie zaparkowanym pod domem, gdzieś tam (całkiem niedaleko) sztorm Otto robi ziaziu. Ale u nas nic z tych rzeczy, nudy, panie. Jeszcze wczoraj Kochany wyprasował milion drobiazgów, w związku  z czym to i owo się nam odgruzowało, zaczęliśmy nawet planować jak poprzestawiać meble, żeby było lepiej. Po kilku ciekawych propozycjach, które nie nadawały się do realizacji, doszliśmy do wniosku, że mózgi nas bolą, a temu domowi niewiele pomoże. Dzisiaj wszystko zostanie tak, jak jest (poza tym, że mąż zmienił fryzurę na bardziej cywilizowaną, bo go ostrzygłam). 

piątek, 28 stycznia 2022

773. Będzie dobrze.

Na lunch wyszliśmy we troje (Sziwan, Lion, moi) do 38 Cafe, kolejna borsucza nora w mieście, żywią nienajgorzej, można drugi raz zajrzeć. Po pracy czekała na mnie nieprzyjemna wiadomość — odmówiono nam transferu. Łatwo to przyjęłam (złożymy podanie jeszcze raz, tym razem dobitniej), może dlatego, że mam głowę zajętą czym innym. Poza tym w zaułku na Piotrowej Górce czekał na mnie mąż, a to jest zawsze wiadomość dobra. Po południu nie miałam ani apetytu, ani weny, już by mogło być pojutrze.

poniedziałek, 13 grudnia 2021

727. Przez okno.

Jeden z tych grudniowych dni, gdy światło słoneczne ogląda się głównie przez okno w pracy.

Z rana Eugene, Lokalny Gej, uciął sobie ze mną pogawędkę na okazję taką, że autobus jadący w kierunku Drołdy wymaga teraz przejścia na drugą stronę ulicy, gdyż od tego tygodnia nie robi pętli. Ile zaoszczędzi? 5 minut? Kraj się stacza, zawyrokował Eugene, Lokalny Gej, po czem dał mi sygnał kiedy przechodzimy, gdyż właśnie zbliżał się autobus, który nie robi pętli. Wiadomo znamy się, razem czekamy na przystanku, powstaje więź oparta na trosce o kraj.

W pracy miluchne przygotowywanie świątecznych posiłków i spożywanie:

Udałam się do housingu i zapytałam co tam jeszcze trzeba dołożyć z papierologii w temacie ew. transferu. I proszę bardzo, pani wytrzeszczająca i powtarzająca każde moje zdanie (pracuje ich tam chyba z cztery, wszystkie tak samo wytrzeszczające się i powtarzające) po prostu przyjęła mój formularz, a nawet wydała mi opieczętowaną kopię pierwszej strony bez proszenia. Ktoś się z nami kiedyś skontaktuje. Być może nawet jeszcze w roku dwudziestym drugim.

Fred sprawił mi niespodziankę wracając niedługo po tym, jak sama weszłam do domu. Właśnie nastawiłam płytę the Yardbirds, zaczynałam robić obiad. 

I zaraz dzień się kończy, przedłużam sprawę popijając kolejną herbatę, ale trzeba będzie przed snem zajrzeć jeszcze do podręcznika na jutro. Fred googluje pomysły prezentów dla babci.