Wczesnym popołudniem odpalamy Żądło (1973) z urokliwą panią Brennan, czysta przyjemność oglądania.
Tak w ogóle to wstaliśmy późno, dzień słoneczny, ale ostry ... najprawdopodobniej, bo nie wytykamy nosa na zewnątrz. Kot marznie wielokrotnie, aż w końcu wieczorem zajmuje optymalną pozycję na kanapie i pochrapuje. Poza filmem poświęcam moment (i tak za długo) na granie w Mini Farm. Teściowie obchodzą na Lubelszczyźnie złote gody bawiąc się nowym oczyszczaczem powietrza, a moi rodzice na Dolnym Śląsku szafirowe i zajadają się tortem śmietanowym. Fred zadzwonił do mamy i dwóch cioć z życzeniami, ja dłuższą chwilę rozmawiałam przez kamerę z moją rodziną. Po zmroku zalegamy na godzinkę w łóżku. Trochę nas męczy to nasze niedomaganie, ja mam ciągle zatkaną lewą zatokę, gdy się położę, mąż brzydko kaszle, a skończył antybiotyk kilka dni temu. Czasami jak coś się przyczepi ...
O! Złote gody! To i medal od Dudy będzie dla teściów :) Moi rodzice odebrali jesienią po sztuce.
OdpowiedzUsuńA Żądła to ja chyba nie widziałem, albo całkiem zapomniałem. Bo z urokliwych osób to kojarzę tam jedynie Redforda i Newmana.
Matko bosko ... nie wiem, choć ... pewnie by się ucieszyli. A panią Eileen Brennan kojarzyłam jako starszą panią z późniejszych filmów. Jak sobie człowiek uświadomi, że kiedyś każdy był młody ...
UsuńCZyli całkiem przyjemny czas:)
OdpowiedzUsuńJeszcze milszej dalszej części świat:)
Dziękuję. Przypuszczam, że dzisiaj to już naprawdę trzeba będzie wyjść z domu. Damy radę :).
Usuń