Dzięki anabelle zaczęłam dzień od Bacha i koncertu na obój i skrzypce c-moll BWV 1060R. Ostatnio jest tak, że budzę się, uchylam okno i wołam kota (jeśli go już nie ma na chacie), daję mu jedzonko, sobie robię zieloną herbatę z pomarańczą. Fred wstaje później i lubię mu robić mocną kawę, taką z dripa. W międzyczasie odpalam komputer i odwiedzam obserwowane blogi. Czasami powodem odwiedzin są tylko zabawne statystyki.
Na zewnątrz słychać wiatr i faktycznie nasz irlandzki domek wychładza się na zimę — zauważam, że podgrzewacz przy prysznicu wydaje się działać coraz słabiej. To mi przypomina o patentach Krisa o których rozmawialiśmy z mężem późnym wieczorem. Fred wyliczał: zamontowany okapnik, klamki do okienka w łazience przemontowane z kominka, kiszone ogórki w sałatce z pora, dodawanie cebuli do startej marchewki. Ale teraz najbardziej doceniamy pomysł z kocem elektrycznym wsuwanym na zimę pod prześcieradło. Kris miał naprawdę talent do wymyślania r z e c z y. Szkoda, że był też rąbnięty w głowę i przez to już go nie poznam. Zimą, gdy wskakuję do nagrzanego przez kocyk łóżka, celebruję pamięć o nim.
Z Bacha przy zimowych świętach lubię/staram się zawsze posłuchać Weihnachtsoratorium (BWV 248).
OdpowiedzUsuńTo jest z 2 i pół godziny. Posłucham i ja ;).
Usuń