Królicza książka doskonale wpłynęła na mój nastrój, w Wodnikowym Wzgórzu Adamsa (WL, 2016) pod koniec historii byłam zaczytana jak dziecko — pełen odlot. W powietrzu od późnej nocy sztorm, początkowo z dużą ilością wody, potem tylko gwałtowny wiatr, który wykończył jedną z przesadzonych w tym roku lawend (od jakiegoś czasu dawała sygnały, że umiera). Fred wrócił po ósmej rano i był tak zmęczony, że zamiast się od razu położyć, pogadaliśmy jeszcze chwilę — dzisiaj kolejna rundka, przed wyjazdem do Północnej lewacki obiad à la Fred, mój ulubiony kalafior z beszamelem, i ponownie wyjazd męża do pracy o ósmej wieczorem. Nadal czekam na powrót kota, który pewnie przestraszył się rac i sztucznych ogni odpalanych w sąsiedztwie.
Te race, to pewnie z powodu święta. Aha... cześć, bo jestem pierwszy raz tutaj i zdążyłem się dowiedzieć, że ciekawe prowadzisz życie, a sposób jego prezentacji odpowiada mi, więc będę zaglądał w Twoją prywatność, choć oczywiście nie tak jak KK... pozdrawiam z Torunia
OdpowiedzUsuńTak, tej nocy jest u nas głośno, a ponieważ młodzież jest jak wszyscy obywatele sfrutrowana covidem, jest głośniej niż w latach poprzednich, poza tym wystrzały słyszeliśmy od kilku tygodni, co jest nietypowe dla tego kraju (wszelkie wystrzały i hałasy historycznie źle się tu kojarzą).
UsuńWystawiam na widok tyle ile mogą i chcę :) Dzień dobry. Pozdrawiam Toruń ze wschodniego wybrzeża Irlandii :)
A u mnie w ogóle nie widać, że jest Halloween. Że rodzice dzieciaków nie puścili na zbieranie cukierków, to zrozumiałe. Ale nawet dyń, czy innych dekoracji nigdzie nie zauważyłem.
OdpowiedzUsuńU nas dekoracje na domach są przynajmniej od dwóch tygodni - niektóre bardzo trupio-malownicze. Oczywiście głównie tam, gdzie w domu są dzieci, chociaż tzw. irlandzcy poganie też obchodzą Samhain, ale w realu nie znam żadnych i nie wiem, czy można ich rozpoznać po dekoracjach ;)
Usuń