Strony

poniedziałek, 19 października 2020

307. Idą deszcze, trzeba glany pastować.

 — rzekł Fred.

Sprawy wczorajsze skończyły się tak, że obejrzeliśmy Szerloka razem (poczekałam więc, aż fasolka po bretońsku będzie gotowa). Poszliśmy spać długo po północy i za drugim razem obudziła mnie Luś, która bardzo chciała pogadać o życiu (za pierwszym razem obudził mnie kot, który dwa razy spadł z łóżka, ale nie zniechęcał się, bo stanowczo żądał wypuszczenia na dwór o 6:45). Z włosem zmierzwionym, z pierwszą herbatą w kubku, zaczęłam poniedziałek od ploteczek z Polski. Pogoda jest parszywa. Do tej pory nie wystawiłam na dwór ani kawałka nosa. Po śniadaniu (fasolka) i pseudoobiedzie (odmroziłam rosół), Fred pojechał po chleb i czekoladę dla żony, a żona wskoczyła pod kordłę, aby potowarzyszyć kotu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.