Pierwszy wieczór z trzygodzinnym wykładem zaliczony. Link podano na adobe connect, zawartość zajęć całkiem sensowna, prowadząca spoko (nie jej wina, że kilka razy rwie się połączenie), a najlepsze w tym wszystkim jest, że za dyplom, który normalnie kosztuje ponad 9 stów, nie zapłacę nic. Taniość, rozpasanie, gdyby były w domu ciastka, zjadłabym, żeby do końca zanurzyć się w hedonizmie. A tak będzie pasztet, Hebiusie, podlaski, kremowy.
Nie wiem jak tam mój Kochany, dałam mu się z rana wyspać, po południu pognał do Omagh i nie wiem, czy wraca na noc (bo z kolei jutro ma zmianę jeszcze dalej od domu, ale rzut beretem od dzisiejszej lokalizacji). Odczuwam też potrzebę, żeby podreperować nędzne czytelnictwo. Wprawdzie mam do skończenia to, co mam do skończenia, ale na rozgrzewkę będzie coś dalej na liście, Bonobo i ateista Fransa de Wala (Copernicus Center Press, 2020). Oby to było dobre.
Polityka cenowa z biletami ma pewnie zachęcać do korzystania z transportu publicznego zamiast z indywidualnych samochodów. Może coś gdzieś ogłaszali na ten temat, ale przegapiłaś.
OdpowiedzUsuńAaa... taki pasztet...
Matko, czyli irlandzki "pks" (😁) prowadzi politykę? Do jakiego kraju ja wyjechałam! Zboczeńcy.
UsuńYup.