Czyli wiadomo, że przeklęłam więcej niż raz. Nie dość, że się od rana napierniczałam z officem, to jeszcze gościu od sobotnich zajęć ocknął się z drzemki, gdy już sądziłam, że moje pytanie do niego nie dotarło. Nie cierpię poganiania i natłoku spraw, na dodatek napisałam kartkówkę i nie rozumiem czemu (tak szybko i) tak nisko została oceniona. Poza tym tekst jest do zrobienia, i chyba jutro będzie spotkanie z promotorką, bo nie mam informacji, że nie będzie. Więc ... w środku dnia poszłam spać, obok męża i kota. Wstaliśmy wszyscy troje przed piątą, mąż do pracy, kot na spacer, ja do laptopa. Tyle dobrego, że mam już normalny edytor tekstu (wydaje mi się, że i tym razem problem leżał po stronie programu antywirusowego, chociaż głowy nie dam sobie uciąć). Kochany jest w drodze do Północnej, koci patrol za oknem, włosy umyte i mokre, herbata z cytryną stoi przede mną. Kolejność będzie taka: herbata i niemiecki, magisterka, tekst do Dochtóra Dziwaczka.
Na pocieszenie: pogoda paskudna.
PS. Mój mąż jest najlepszy na świecie, umył dzisiaj łazienkę, przypomniał mi, żebym coś zjadła (pizza-gotowiec z Tesco, czyli chyba był obiad) oraz wyściskał mi pupę.
Ale przeklinasz normalnie, z jajem, czy tak bardziej infantylnie, jakimiś cholibciami?
OdpowiedzUsuńMotyla noga? Nie, motyla noga nie 😊
Usuń