Czuję każdy mięsień w nogach, zaskoczyło mnie to, bo wczoraj było w porządku, a dzisiaj po schodach chodziłam jak zombie. Wygląda na to, że nie będzie tak najgorzej z pracą zaliczeniową, grzebałam ją wprawdzie większość dnia, ale coś się ruszyło (inna sprawa, że robiłam to w pracy, bo nie było nic innego do roboty). Dzień cieplutki, wybór samej marynarki na wyjście był słuszny. Poza tym smutno, kota dzisiaj nie widziałam, idę poczytać Tokarczuk Podróż ludzi Księgi (WL, 2020).
Aha.
OdpowiedzUsuńDobrze, że przynajmniej dzień cieplutki i z praca zaliczeniowa sobie radzisz.
A Rysio wróci.
Albo może jakiś fajniejszy, bardziej przebojowy kot się do was wprowadzi :D
No co Ty..., Rysio jest najfajniejszy. Przyszedł dopiero nad ranem..., a może w nocy, ale po zamknięciu bram, więc musiał gdzieś przeczekać aż wrócę z pracy.
Usuń