Pogoda zapowiadała się na słabą, mimo to po śniadaniu wybraliśmy się we trójkę do Ardgillan na podziwianie domu, ogrodu i restauracyjki (zjedliśmy tam obiad). Przy okazji krótko porozmawiałam z Christiną Poole, artystką, jak mniemam.
Wracając z wycieczki zahaczyliśmy jeszcze o plażę w Laytown, nową Costę przy Tesco (jej menadżerką okazała się Wiktoria) i Lidla. Gdy wychodziliśmy z ostatniego sklepu złapał nas deszcz, który towarzyszył nam do naszej wsi. Psia pogoda, ale dzień zmierza ku końcowi, jesteśmy w domu, więc nikogo to nie martwi (może poza kotem). Jeszcze rozkminiam z teściową genealogię. Fred idzie wcześnie spać. Dziwa nad dziwiami.





Artystką taksydermii?
OdpowiedzUsuń(ten kot na krześle też był wypchany?)
Bardzo ładne słowo :)
UsuńA jak myślisz?
Wygląda na wypchanego.
UsuńNie, był jak najbardziej żywy.
UsuńArtystka jest malarką :)
No popatrz :D
Usuń(te oko jak szklane wyglądało)