Śliczny dzień, oboje mieliśmy wolne, pojechaliśmy z Kochanym na zakupy, potem do lawendowego ogrodu, na kawę i ciasto jabłkowo-malinowe z kruszonką i lodami.
Po obiedzie (upiekłam steki) pokręciliśmy się oboje po ogrodzie, wycinałam badyle, Fred usiłował odczarować zepsutą kosiarkę. Stanęło na tym, że po rozmowie z Anną znalazł się potencjalny kosiarkowy naprawiacz i przy okazji właściciel brudnego Jacka Russella, który nas odwiedza. Mąż już gościa nie lubi w związku z tym, ale zobaczymy jak się sprawy biznesowe rozwiną (Pad przyszedł faktycznie późnym wieczorem, obejrzał sprzęt, orzekł, że nie ma części i spróbuje coś skołować, a jak nie skołuje, to niedobrze). Porozmawialiśmy też z Katlin o tym i owym, poskarżyliśmy się na kota, który stał się nieprzewidywalny. Zachodzące słońce opalało mi ramiona, trochę się zaczerwieniłam na kończynach górnych, jakbym była na plaży w Pucku albo innej Ustce.
Bąble na stopach trzymają się dzielnie, nie pękły podczas dzisiejszego spraceru, wielkie więc perspektywy przede mną.



Sama odcisków nie przebijasz?
OdpowiedzUsuńW jakim celu miałabym to robić?
UsuńA po co czekać żeby same pękły?
UsuńLimfa wchłania się już po kilku godzinach, a przebijając bąble nie dość, że wydłużamy gojenie, to jeszcze możemy zafundować sobie zakażenie. Zabezpieczam bąble przed pęknięciem i czekam.
Usuń