Miasto kiśnie w zaduchu (rano budzi mnie flat white zrobiona przez Conora, ale popołudnie i tak mi się nie podoba). Kot Ryszard już prawie normalnie, siedzi w rabatkach i żąda dokładek do posiłków. Kochany miał szybki dzień w pracy, wyjechał po obiedzie, wrócił przed zachodem słońca, więc jeszcze zdążamy pogawędzić z Katlin przed snem. Stoję przed domem w szlafroku i słucham wspomnień sąsiadki o tym, jak jej ojca, który mieszkał na górce, gonił osioł.
A na Mazurach wiało.
OdpowiedzUsuńNo, no, no ...
UsuńChwalę się brakiem zaduchu :P
Usuń(u matki kota nie było przez dwa dni, ale jak zaczęło padać od razu przyleciał do michy)