jako mąż przepowiedział. Kochany znowu wstał o trzeciej, od tego momentu ze trzy razy śniłam, że robię test na covida, więc w końcu wstałam i zrobiłam. Negatywny (z pozytywnym pewnie też bym pojechała). Ale najpierw trzeba było dojechać, tymczasem kwadrans przed ósmą zobaczyłam tył autobusu. Dla kota (który nie przyszedł z rana na posiłek, a teraz przylazł za mną na przystanek) dobrze. Napisałam do Saren, wróciłam z kulejącym Rysiem do domu i podrzuciłam mu dwudaniowe śniadanie. Pogoda wspaniała, chłodno, ale zupełnie bezwietrznie. Saren pojawiła się o czasie i szybko przemieściłyśmy się do portu. Praca była przyjemna, to miejsce ma ostatnio dobry vibe (w recepcji już jest zestaw nagrobków, nad korytarzami wiszą sztuczne pajęczyny). Dostałam propozycję 4 dodatkowo płatnych godzin jako admin pod okiem Gronji (czy się ziści, to się okaże). Poza tym nowy kurs będę miała od stycznia (akurat powinnam wówczas zajmować się statystyką do pracy mgr, ale to też się zobaczy i rozwiąże, nie ma co w nadmierną wpadać ekscytację przemieszaną z czarną rozpaczą). Bardzo stęskniona w przerwie na lunch poleciałam do ulubionej kawiarni na cappuccino i przekąskę, a po pracy wpadłam w ramiona Freda i razem udaliśmy się do Il Forno na obiad. Tym sposobem w domu tylko karmienie kota i napitki. Rozmawiałam z mamą w temacie zaginionego wujka Stefana (zaginionego w drzewie genealogicznym i archiwach, bo w realu to on miał się dobrze, oraz miał drewniana chałupę w Mieleszówce i kobitę młodszą o pokolenie), przy okazji zauważyłam, że mama kaszle, ale twierdzi, że nie jest chora (skaranie boskie!). Po odpoczynku poobiednim obejrzeliśmy mój ulubiony odcinek Zmienników, Obywatel Monte Christo, a potem Fred włączył jedną z ulubionych płyt denata Beksińskiego, Floodland (1987) Sisters of Mercy. Mroczność gotycka, smętek dark wave. Ryszard grzecznie siedzi w naszym łóżku. Martwi mnie, że coś go może boleć, bo taka grzeczność kocia pościelowa o tej porze doby to ewenement.
O właśnie, u mnie też flauta. Ale w innym znaczeniu :)
OdpowiedzUsuńOby tylko Ryszard covida nie podłapał.
Chyba nie ma od kogo podłapać. Świechna już negatywna, ja też nie mam objawów. Bardziej niż groźba podłapania covida niepokoi nas przednia lewa łapka Ryszarda, bo coś nam kuleje futrzak.
UsuńSztil, cisza morska, ale to już było @Darku, dzisiaj za to wiało, lało lub robiło bum bum większość dnia. Ryszardowi źle się chodzi, za bardzo nie wiemy dlaczego, bo na zewnątrz nie widać śladu po żadnym wypadku.
Usuń